Nie cierpię, gdy tak znienacka przychodzi strach.
Strach przed otoczeniem,
Ludźmi,
Ocenianiem,
Odrzuceniem.
I tu chodzi o każdego
Nieznajomego, którego minę w drodze do szkoły,
Znajomego, z którym widzę się raz na rok,
Przyjaciela, któremu wiem, że na mnie zależy,
Członka rodziny, którego kocham nad wszystko.
Każdy jest elementem, który może zranić mnie w każdej chwili.
Tak, ty też.
Ale spokojnie.
Rani mnie każdy,
Czyli ja także.
Mój umysł oraz myśli zabijają mnie od środka.
Nie pozwalają odpocząć, dając mi obraz śmierci i bólu po stracie bliskiej mi osoby.
Boję się, że to się stanie.
Boję się, że nie pożegnam tej osoby.
Boję się, że nie będzie ze mnie dumna.
Że nie zasługuję na jej przebaczenie po tym wszystkim, co jej zrobiłam.
Że już nigdy nie poczuję jej bliskości, którą tak kocham.
Boję się, że samotność po stracie nie pozwoli mi dalej egzystować.
Samotność...
Już ją odczuwam.
Mimo, że mam ludzi, którzy mnie wysłuchają, spróbują pomóc, podtrzymać przy życiu
I tak czuję, że jestem sama.
Nikomu nie mogę ufać.
Wszyscy są wrogami, którzy chcą dla mnie źle...
Muszę się ukryć...
NIE
Masz przyjaciół.
MASZ
I możesz im ufać.
Nie mogę dać mym demonom przejąć kontroli.
One są prawdziwymi antagonistami w tej historii.
Im nie mogę ufać.
"Nobody thinks what you think, no one
Empathy might be on the brink of extinction
They will play a game and say
They know what you're going through
And I tried to come up with an artistic way to say
They don't know you, and neither do I"
~Impuremind~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brak zrozumienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brak zrozumienia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 października 2017
wtorek, 8 sierpnia 2017
Nie chcę być żywym workiem na jedzenie...
Nie chcę być nim. Nienawidzę, gdy wszyscy mnie za niego uważają. Każą mi jeść, bo inaczej... Zawsze znajdą coś, na czym mi zależy. Coś, co mnie "zmotywuje" do wzięcia kolejnego gryza, kolejnej łyżki. Tylko, że to chyba powinno wyglądać nieco inaczej. Zero zmuszania. Zero szantaży. Zwrócić uwagę... I tyle. Albo, najlepiej, dać sobie z tym spokój. Po co drążyć temat? Zje? To dobrze. Nie zje? Ona będzie głodna. ONA będzie cierpieć - nie WY. Po co zaprzątać sobie tym głowę?
Każda kolejna uwaga, każde następne słowo wywołują, że popadam w obłęd. Ciągle myślę o jedzeniu, o tym, że muszę schudnąć, ta ilość tłuszczu, jaką posiadam jest stanowczo za duża. Nie chcę jej. Patrzę na jedzenie i wiem, że jeśli tego nie zrobię, znów będzie problem.
Ale on był zawsze i nigdy nie zniknie.
Jedzenie staje się całym moim życiem. Już nie jestem oceniana za to kim jestem normalnie, bez spojrzenia na tę kwestię. Jestem oceniana za mój gniew spowodowany ciągłym truciem o jedzeniu, że jestem chuda i, że jeśli się nie pozbieram, trafię pod kroplówkę. Jednak nie sądzę, że jest to możliwe. Daleko mi do tego stanu. Bardzo daleko. Jestem bezpieczna...
… jeszcze...
~Impuremind~
Subskrybuj:
Posty (Atom)
