Jadę pociągiem
Słucham muzyki
Jestem wśród ludzi,
Ale mimo wszystko jestem
Sama
Wszyscy rozmawiają między sobą,
Śpią, lub robią coś w telefonie
Znużeni dużym ruchem
Przerywanym krótkim snem
Część osób cieszy się,
Że wraca do domu
Część nie
Gdzie jestem ja?
Sama nie wiem
Nie było najlepiej
Nie było najgorzej
Było super
Ale też się zawiodłam
To skomplikowane...
~Impuremind~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Depresja. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 października 2017
czwartek, 19 października 2017
Strach i samotność
Nie cierpię, gdy tak znienacka przychodzi strach.
Strach przed otoczeniem,
Ludźmi,
Ocenianiem,
Odrzuceniem.
I tu chodzi o każdego
Nieznajomego, którego minę w drodze do szkoły,
Znajomego, z którym widzę się raz na rok,
Przyjaciela, któremu wiem, że na mnie zależy,
Członka rodziny, którego kocham nad wszystko.
Każdy jest elementem, który może zranić mnie w każdej chwili.
Tak, ty też.
Ale spokojnie.
Rani mnie każdy,
Czyli ja także.
Mój umysł oraz myśli zabijają mnie od środka.
Nie pozwalają odpocząć, dając mi obraz śmierci i bólu po stracie bliskiej mi osoby.
Boję się, że to się stanie.
Boję się, że nie pożegnam tej osoby.
Boję się, że nie będzie ze mnie dumna.
Że nie zasługuję na jej przebaczenie po tym wszystkim, co jej zrobiłam.
Że już nigdy nie poczuję jej bliskości, którą tak kocham.
Boję się, że samotność po stracie nie pozwoli mi dalej egzystować.
Samotność...
Już ją odczuwam.
Mimo, że mam ludzi, którzy mnie wysłuchają, spróbują pomóc, podtrzymać przy życiu
I tak czuję, że jestem sama.
Nikomu nie mogę ufać.
Wszyscy są wrogami, którzy chcą dla mnie źle...
Muszę się ukryć...
NIE
Masz przyjaciół.
MASZ
I możesz im ufać.
Nie mogę dać mym demonom przejąć kontroli.
One są prawdziwymi antagonistami w tej historii.
Im nie mogę ufać.
"Nobody thinks what you think, no one
Empathy might be on the brink of extinction
They will play a game and say
They know what you're going through
And I tried to come up with an artistic way to say
They don't know you, and neither do I"
~Impuremind~
Strach przed otoczeniem,
Ludźmi,
Ocenianiem,
Odrzuceniem.
I tu chodzi o każdego
Nieznajomego, którego minę w drodze do szkoły,
Znajomego, z którym widzę się raz na rok,
Przyjaciela, któremu wiem, że na mnie zależy,
Członka rodziny, którego kocham nad wszystko.
Każdy jest elementem, który może zranić mnie w każdej chwili.
Tak, ty też.
Ale spokojnie.
Rani mnie każdy,
Czyli ja także.
Mój umysł oraz myśli zabijają mnie od środka.
Nie pozwalają odpocząć, dając mi obraz śmierci i bólu po stracie bliskiej mi osoby.
Boję się, że to się stanie.
Boję się, że nie pożegnam tej osoby.
Boję się, że nie będzie ze mnie dumna.
Że nie zasługuję na jej przebaczenie po tym wszystkim, co jej zrobiłam.
Że już nigdy nie poczuję jej bliskości, którą tak kocham.
Boję się, że samotność po stracie nie pozwoli mi dalej egzystować.
Samotność...
Już ją odczuwam.
Mimo, że mam ludzi, którzy mnie wysłuchają, spróbują pomóc, podtrzymać przy życiu
I tak czuję, że jestem sama.
Nikomu nie mogę ufać.
Wszyscy są wrogami, którzy chcą dla mnie źle...
Muszę się ukryć...
NIE
Masz przyjaciół.
MASZ
I możesz im ufać.
Nie mogę dać mym demonom przejąć kontroli.
One są prawdziwymi antagonistami w tej historii.
Im nie mogę ufać.
"Nobody thinks what you think, no one
Empathy might be on the brink of extinction
They will play a game and say
They know what you're going through
And I tried to come up with an artistic way to say
They don't know you, and neither do I"
~Impuremind~
wtorek, 17 października 2017
Już nigdy nie będę zdrowa
"Wszystko będzie dobrze"
"Jutro będziesz czuć się lepiej"
"Masz zły nastrój? Zjedz czekoladę, lub weź leki"
"Przecież leki działają! Dlaczego czujesz się źle?!"
A no tak, bo choroba zmieniająca nasz mózg w pewnym momencie zniknie raz na zawsze i nigdy nie wróci.
NIE.
Ona będzie ze mną zawsze.
To, że gorszy epizod minął, nie oznacza, że już nigdy nie powróci i znów wszystkiego nie popsuje.
Ona czeka.
Ona czeka na chwilę słabości.
Chwilę, gdy Twój organizm otworzy swe drzwi i da jej wejść.
Kiedy akurat coś, lub ktoś Cię zrani.
Kiedy akurat przeglądasz jakąś stronkę i zobaczysz zdjęcie chudej dziewczyny z wystającymi kośćmi, i pomyślisz: "Kurde, też tak chcę".
Kiedy akurat ktoś obdarzy Cię krzywym spojrzeniem.
Wtedy furtka się otwiera, zaprasza dawne demony do środka.
Ale one tak szybko nie odejdą, skoro już wiedzą, jak się bronisz.
Już nie będzie tak łatwo.
Jednak w pewnym momencie odejdą.
Znów.
Znów dadzą poczuć się pewnie, podnieść się.
Pozwolą ci odrestaurować siły.
A następnie znów wrócą.
I będzie jeszcze gorzej.
~Impuremind~
"Jutro będziesz czuć się lepiej"
"Masz zły nastrój? Zjedz czekoladę, lub weź leki"
"Przecież leki działają! Dlaczego czujesz się źle?!"
A no tak, bo choroba zmieniająca nasz mózg w pewnym momencie zniknie raz na zawsze i nigdy nie wróci.
NIE.
Ona będzie ze mną zawsze.
To, że gorszy epizod minął, nie oznacza, że już nigdy nie powróci i znów wszystkiego nie popsuje.
Ona czeka.
Ona czeka na chwilę słabości.
Chwilę, gdy Twój organizm otworzy swe drzwi i da jej wejść.
Kiedy akurat coś, lub ktoś Cię zrani.
Kiedy akurat przeglądasz jakąś stronkę i zobaczysz zdjęcie chudej dziewczyny z wystającymi kośćmi, i pomyślisz: "Kurde, też tak chcę".
Kiedy akurat ktoś obdarzy Cię krzywym spojrzeniem.
Wtedy furtka się otwiera, zaprasza dawne demony do środka.
Ale one tak szybko nie odejdą, skoro już wiedzą, jak się bronisz.
Już nie będzie tak łatwo.
Jednak w pewnym momencie odejdą.
Znów.
Znów dadzą poczuć się pewnie, podnieść się.
Pozwolą ci odrestaurować siły.
A następnie znów wrócą.
I będzie jeszcze gorzej.
~Impuremind~
piątek, 22 września 2017
Boję się
Nie mogę się ruszyć
Czuję się pusta w środku
Nie mogę nic powiedzieć
Choć tego najbardziej pragnę
Nie potrafię znaleźć siebie w sobie
Mimo, że muszę gdzieś tam być
Nie rozumiem, skąd wziął się strach
Skoro wcześniej nie było problemu
To się zamienia w obłęd
Nie jestem bezpieczna
Oni są wszędzie
Widzą wszystko
Wiedzą wszystko
Boję się wracać
Tam jest ich najwięcej
Z każdą chwilą egzystencja ma coraz mniejszy sens
Nic go już nie ma
Mam dość
~Impuremind~
Czuję się pusta w środku
Nie mogę nic powiedzieć
Choć tego najbardziej pragnę
Nie potrafię znaleźć siebie w sobie
Mimo, że muszę gdzieś tam być
Nie rozumiem, skąd wziął się strach
Skoro wcześniej nie było problemu
To się zamienia w obłęd
Nie jestem bezpieczna
Oni są wszędzie
Widzą wszystko
Wiedzą wszystko
Boję się wracać
Tam jest ich najwięcej
Z każdą chwilą egzystencja ma coraz mniejszy sens
Nic go już nie ma
Mam dość
~Impuremind~
Etykiety:
beznadzieja,
bezwartościowość,
brak sensu,
choroby psychiczne,
Depresja,
fobia,
fobia społeczna,
lęk,
myśli samobójcze,
nieumiejętność,
obłęd,
perspektywa chorego,
pustka,
wegetacja
czwartek, 17 sierpnia 2017
Może
Bardzo często zastanawiam się, jak będzie wyglądało moje życie w przyszłości.
Może dostanę się na wymarzone studia.
A może nie.
Może zyskam wspaniałych przyjaciół, o takich samych pasjach i zwyczajach.
A może nie.
Może się zakocham.
I może ktoś zakocha się we mnie.
A może nie.
Może moje marzenia się spełnią, i będę mogła robić w życiu to, co chcę.
A może nie.
Może osiągnę to, na czym zależy mi najbardziej.
A może nie.
Może będę szczęśliwa.
A może nie.
Ale tylko "może", to za mało, by żyć.
~Dromme
Może dostanę się na wymarzone studia.
A może nie.
Może zyskam wspaniałych przyjaciół, o takich samych pasjach i zwyczajach.
A może nie.
Może się zakocham.
I może ktoś zakocha się we mnie.
A może nie.
Może moje marzenia się spełnią, i będę mogła robić w życiu to, co chcę.
A może nie.
Może osiągnę to, na czym zależy mi najbardziej.
A może nie.
Może będę szczęśliwa.
A może nie.
Ale tylko "może", to za mało, by żyć.
~Dromme
środa, 16 sierpnia 2017
Zwiększamy świadomość. Choroba afektywna dwubiegunowa
Choroba afektywna dwubiegunowa (kiedyś nazywana cyklofrenią bądź psychozą maniakalno-depresyjną) charakteryzuje się, jak sama nazwa wskazuje, występowaniem dwóch biegunów: depresji i manii bądź hipomanii, choć mogą pojawiać się także epizody mieszane. Rozpoczyna się najczęściej pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Szacuje się, że dotyczy 1-1,5 % społeczeństwa.
Czym jest depresja?
Pokrótce jest to stan, który charakteryzuje się obniżonym nastrojem, brakiem odczuwania przyjemności, spowolnieniem psychoruchowym, myślami rezygnacyjnymi. Zazwyczaj występują również zaburzenia snu i łaknienia.
Czym jest mania?
Mania jest przeciwieństwem depresji. Charakteryzuje się znacznie podwyższonym nastrojem (czasem wręcz euforią), gonitwą myśli, nadpobudliwością, drażliwością, która może przejść w agresję i wrogość. Chory w stanie maniakalnym ma tendencję do nawiązywania przypadkowych znajomości, wdawania się w bójki i kłótnie, podejmowania lekkomyślnych decyzji, w tym finansowych.
Czym jest hipomania?
Hipomanię można opisać jako stan łagodniejszej manii - w odróżnieniu od niej, hipomania charakteryzuje się mniejszym zakłóceniem funkcjonowania psychospołecznego.
Czym jest epizod mieszany?
Stan, łączący elementy zarówno depresji jak i manii. Przykładowo: z jednej strony pobudzenie i gonitwa myśli, z drugiej - poczucie zagubienia i myśli samobójcze.
Aby zdiagnozować chorobę afektywną dwubiegunową, należy rozpoznać u pacjenta wystąpienie przynajmniej jednego epizodu depresji oraz przynajmniej jednego epizodu manii bądź hipomanii.
Ale jakie właściwie są jej przyczyny?
Wystąpienie choroby dwubiegunowej obecna nauka upatruje w zaburzeniu funkcjonowania neuroprzekaźników (w szczególności dopaminy, noradrenaliny i serotoniny), konfiguracji genów, przechodzonych chorobach somatycznych, ale też w czynnikach środowiskowych i społecznych.
Jak leczyć chorobę dwubiegunową?
Najczęściej stosowane sposoby leczenia ChAD to przede wszystkim stabilizatory nastroju, ale też neuroleptyki, leki uspakajające i antydepresyjne, a także kontrowersyjne elektrowstrząsy. Wbrew obiegowym opiniom leczenie elektrowstrząsami jest całkiem bezbolesne i bezpieczne (odbywa się w znieczuleniu ogólnym). Psychoterapia w leczeniu ChAD ma tylko charakter wspierający, nie mniej jednak jest polecana pacjentom, aby mogli zaakceptować siebie z chorobą i poprawić jakość swojego życia.
~Hoppas~
Czym jest depresja?
Pokrótce jest to stan, który charakteryzuje się obniżonym nastrojem, brakiem odczuwania przyjemności, spowolnieniem psychoruchowym, myślami rezygnacyjnymi. Zazwyczaj występują również zaburzenia snu i łaknienia.
Czym jest mania?
Mania jest przeciwieństwem depresji. Charakteryzuje się znacznie podwyższonym nastrojem (czasem wręcz euforią), gonitwą myśli, nadpobudliwością, drażliwością, która może przejść w agresję i wrogość. Chory w stanie maniakalnym ma tendencję do nawiązywania przypadkowych znajomości, wdawania się w bójki i kłótnie, podejmowania lekkomyślnych decyzji, w tym finansowych.
Czym jest hipomania?
Hipomanię można opisać jako stan łagodniejszej manii - w odróżnieniu od niej, hipomania charakteryzuje się mniejszym zakłóceniem funkcjonowania psychospołecznego.
Czym jest epizod mieszany?
Stan, łączący elementy zarówno depresji jak i manii. Przykładowo: z jednej strony pobudzenie i gonitwa myśli, z drugiej - poczucie zagubienia i myśli samobójcze.
Aby zdiagnozować chorobę afektywną dwubiegunową, należy rozpoznać u pacjenta wystąpienie przynajmniej jednego epizodu depresji oraz przynajmniej jednego epizodu manii bądź hipomanii.
Ale jakie właściwie są jej przyczyny?
Wystąpienie choroby dwubiegunowej obecna nauka upatruje w zaburzeniu funkcjonowania neuroprzekaźników (w szczególności dopaminy, noradrenaliny i serotoniny), konfiguracji genów, przechodzonych chorobach somatycznych, ale też w czynnikach środowiskowych i społecznych.
Jak leczyć chorobę dwubiegunową?
Najczęściej stosowane sposoby leczenia ChAD to przede wszystkim stabilizatory nastroju, ale też neuroleptyki, leki uspakajające i antydepresyjne, a także kontrowersyjne elektrowstrząsy. Wbrew obiegowym opiniom leczenie elektrowstrząsami jest całkiem bezbolesne i bezpieczne (odbywa się w znieczuleniu ogólnym). Psychoterapia w leczeniu ChAD ma tylko charakter wspierający, nie mniej jednak jest polecana pacjentom, aby mogli zaakceptować siebie z chorobą i poprawić jakość swojego życia.
~Hoppas~
czwartek, 3 sierpnia 2017
5 najlepszych książek z motywem depresji
Przedstawiam Wam pięć świetnych książek, w których poruszany jest - w mniejszym lub większym stopniu - problem depresji. Wszystkie są naprawdę warte przeczytania! Dzięki nim możesz poczuć, że nie jesteś sam na świecie z tą chorobą, że są ludzie, którzy mają podobny problem. Jeśli zaś jesteś zdrowy, możesz dowiedzieć się, jak wygląda życie z depresją i co tak naprawdę myśli osoba chora. Tak czy inaczej, wszystkie pięć książek serdecznie polecam!
1. "Szklany klosz" Sylvia Plath
Poczołgałam się z powrotem do łóżka i naciągnęłam prześcieradło na głowę. Ponieważ jednak przepuszczało światło, wtuliłam twarz w poduszkę, żeby stworzyć złudzenie, że jest noc. Zastanawiałam się nad tym, czy nie należałoby może wstać, ale nie mogłam znaleźć żadnego powodu.
Nic na mnie nie czekało.
"Szklany klosz" to według mnie absolutny numer jeden, jeśli chodzi o książki w tej tematyce. Główną bohaterką jest Esther Greenwood, dziewiętnastolatka cierpiąca na depresję, która przyjeżdża na miesiąc do Nowego Jorku, aby pracować w redakcji. Zamiast jednak poznawać miasto i spędzić miło czas, pogrąża się coraz bardziej w obłędzie i depresji - tytułowym szklanym kloszu. Dziewczyna cierpi w samotności, nie śpi, nie je, aż w końcu podejmuje próbę samobójczą i trafia do szpitala psychiatrycznego.
"Szklany klosz" jest przede wszystkim książką przejmująco gorzką i smutną - a także niesamowicie intymną, ponieważ Sylvia Plath, pisząc ją, inspirowała się własnym życiem i chorobą, a miesiąc po jej wydaniu popełniła samobójstwo.
2. "Dziewczynka z balonikami" Agnieszka Turzyniecka
Świat wydaje mi się nierealny, jakbym oglądała go przez kalejdoskop z samymi czarnymi szkiełkami. Budynki sprawiają wrażenie zniekształconych, ludzkie głosy docierają do mnie ze zdwojoną siłą i powodują ból w uszach. Ulice, które tak dobrze znam, są... karykaturalne. Czuję się obco, mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią.
Generalnie nie jestem miłośniczką polskiej beletrystyki, ale historia opowiedziana w "Dziewczynce z balonikami" bardzo mnie poruszyła. Główną bohaterką jest Marlena, młoda Polka mieszkająca w Niemczech. Kobieta choruje na zaburzenia maniakalno-depresyjne i z tego powodu zostaje umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. Podczas terapii wychodzą na jaw jej wstrząsające wydarzenia z dzieciństwa, które mogły przyczynić się do powstania choroby.
Według mnie to jedna z niewielu książek, która tak wnikliwie, wyczerpująco i autentycznie przedstawia problem zaburzeń afektywnych. Choćby dlatego warto po nią sięgnąć.
3. "Dobre dziecko" Roma Ligocka
Coraz częściej mnie to napada. Najbardziej wtedy, kiedy coś złego się zdarzy w szkole albo w domu... Dzieje się ze mną coś dziwnego. Siedzę i nie mogę się poruszyć. Właściwie na nic nie patrzę, tylko tak przed siebie, a kiedy podniosę rękę, to ona tak zostaje w powietrzu i nie mogę jej opuścić. Mówić wtedy też nie mogę i nie wiem, która jest godzina ani co miałam zrobić.
Bolesna autobiografia Romy Ligockiej, autorki kultowej "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku". Ligocka opisuje w niej swoje nastoletnie lata, czas, w którym - jak pisze - człowiek powinien być szczęśliwy, ponieważ jest młody i piękny. Jednak nie zawsze to tak wygląda. W wyniku tragicznych wydarzeń z wczesnego dzieciństwa (Holocaust), Roma jako nastolatka zmaga się z depresją, anoreksją i syndromem posttraumatycznym. Książka jest niesamowicie osobista, przez co nie jest łatwa - zwłaszcza dla osób, którzy tak jak Roma nie mogą odnaleźć się w świecie, przez co czują się samotni i wyobcowani. Mimo tego pochłonęłam ją w dwa dni:). Zdecydowanie polecam!
4. "Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford
Trafiliśmy do tego szpitala, bo ktoś - rodzice, lekarze, ludzie, którzy rzekomo nas kochają - boją się nas. Zamknęli nas w klatce, żeby ludzie mogli się gapić z bezpiecznej odległości na świry.
Głównym bohaterem "Notatek samobójcy" jest Jeff, zagubiony w świecie nastolatek, który po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. Nie chce jednak wyjawić, dlaczego zdecydował się targnąć na własne życie. Oczywiście w końcu wszystko wychodzi na jaw, ale tego już nie zdradzę :) Książka jest dla odmiany napisana w lekki, żartobliwy sposób, co kontrastuje z tematyką, jaka jest w niej poruszana. Nie umiem określić, dlaczego, ale "Notatki samobójcy" ogromnie mnie wzruszyły i zmusiły do refleksji nad sobą. Książka jest raczej, z tego, co mi się wydaje, kierowana do młodzieży, mimo tego myślę, że każdy może po nią sięgnąć i na pewno nie będzie żałował.
5. "Weronika postanawia umrzeć" Paulo Coelho
Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnieniem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują.
Wbrew tytułowi, książka (a raczej książeczka - liczy bowiem zaledwie około dwustu stron) jest bardzo optymistyczna i ciepła. Opowiada o młodej kobiecie, Weronice, która jest zmęczona życiem, wskutek czego podejmuje próbę samobójczą, przedawkowując leki. Jak można się domyślić, zostaje odratowana i umieszczona w klinice psychiatrycznej. Tam poznaje mężczyznę - schizofrenika, w którym się zakochuje i... reszty możecie domyślić się sami :). Książka, mimo iż przewidywalna, jest zdecydowanie warta przeczytania, ponieważ daje nadzieję, że nasz los w każdym momencie może się odmienić na lepsze.
~Hoppas~
1. "Szklany klosz" Sylvia Plath
Poczołgałam się z powrotem do łóżka i naciągnęłam prześcieradło na głowę. Ponieważ jednak przepuszczało światło, wtuliłam twarz w poduszkę, żeby stworzyć złudzenie, że jest noc. Zastanawiałam się nad tym, czy nie należałoby może wstać, ale nie mogłam znaleźć żadnego powodu.
Nic na mnie nie czekało.
"Szklany klosz" to według mnie absolutny numer jeden, jeśli chodzi o książki w tej tematyce. Główną bohaterką jest Esther Greenwood, dziewiętnastolatka cierpiąca na depresję, która przyjeżdża na miesiąc do Nowego Jorku, aby pracować w redakcji. Zamiast jednak poznawać miasto i spędzić miło czas, pogrąża się coraz bardziej w obłędzie i depresji - tytułowym szklanym kloszu. Dziewczyna cierpi w samotności, nie śpi, nie je, aż w końcu podejmuje próbę samobójczą i trafia do szpitala psychiatrycznego.
"Szklany klosz" jest przede wszystkim książką przejmująco gorzką i smutną - a także niesamowicie intymną, ponieważ Sylvia Plath, pisząc ją, inspirowała się własnym życiem i chorobą, a miesiąc po jej wydaniu popełniła samobójstwo.
2. "Dziewczynka z balonikami" Agnieszka Turzyniecka
Świat wydaje mi się nierealny, jakbym oglądała go przez kalejdoskop z samymi czarnymi szkiełkami. Budynki sprawiają wrażenie zniekształconych, ludzkie głosy docierają do mnie ze zdwojoną siłą i powodują ból w uszach. Ulice, które tak dobrze znam, są... karykaturalne. Czuję się obco, mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią.
Generalnie nie jestem miłośniczką polskiej beletrystyki, ale historia opowiedziana w "Dziewczynce z balonikami" bardzo mnie poruszyła. Główną bohaterką jest Marlena, młoda Polka mieszkająca w Niemczech. Kobieta choruje na zaburzenia maniakalno-depresyjne i z tego powodu zostaje umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. Podczas terapii wychodzą na jaw jej wstrząsające wydarzenia z dzieciństwa, które mogły przyczynić się do powstania choroby.
Według mnie to jedna z niewielu książek, która tak wnikliwie, wyczerpująco i autentycznie przedstawia problem zaburzeń afektywnych. Choćby dlatego warto po nią sięgnąć.
3. "Dobre dziecko" Roma Ligocka
Coraz częściej mnie to napada. Najbardziej wtedy, kiedy coś złego się zdarzy w szkole albo w domu... Dzieje się ze mną coś dziwnego. Siedzę i nie mogę się poruszyć. Właściwie na nic nie patrzę, tylko tak przed siebie, a kiedy podniosę rękę, to ona tak zostaje w powietrzu i nie mogę jej opuścić. Mówić wtedy też nie mogę i nie wiem, która jest godzina ani co miałam zrobić.
Bolesna autobiografia Romy Ligockiej, autorki kultowej "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku". Ligocka opisuje w niej swoje nastoletnie lata, czas, w którym - jak pisze - człowiek powinien być szczęśliwy, ponieważ jest młody i piękny. Jednak nie zawsze to tak wygląda. W wyniku tragicznych wydarzeń z wczesnego dzieciństwa (Holocaust), Roma jako nastolatka zmaga się z depresją, anoreksją i syndromem posttraumatycznym. Książka jest niesamowicie osobista, przez co nie jest łatwa - zwłaszcza dla osób, którzy tak jak Roma nie mogą odnaleźć się w świecie, przez co czują się samotni i wyobcowani. Mimo tego pochłonęłam ją w dwa dni:). Zdecydowanie polecam!
4. "Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford
Trafiliśmy do tego szpitala, bo ktoś - rodzice, lekarze, ludzie, którzy rzekomo nas kochają - boją się nas. Zamknęli nas w klatce, żeby ludzie mogli się gapić z bezpiecznej odległości na świry.
Głównym bohaterem "Notatek samobójcy" jest Jeff, zagubiony w świecie nastolatek, który po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. Nie chce jednak wyjawić, dlaczego zdecydował się targnąć na własne życie. Oczywiście w końcu wszystko wychodzi na jaw, ale tego już nie zdradzę :) Książka jest dla odmiany napisana w lekki, żartobliwy sposób, co kontrastuje z tematyką, jaka jest w niej poruszana. Nie umiem określić, dlaczego, ale "Notatki samobójcy" ogromnie mnie wzruszyły i zmusiły do refleksji nad sobą. Książka jest raczej, z tego, co mi się wydaje, kierowana do młodzieży, mimo tego myślę, że każdy może po nią sięgnąć i na pewno nie będzie żałował.
5. "Weronika postanawia umrzeć" Paulo Coelho
Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnieniem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują.
Wbrew tytułowi, książka (a raczej książeczka - liczy bowiem zaledwie około dwustu stron) jest bardzo optymistyczna i ciepła. Opowiada o młodej kobiecie, Weronice, która jest zmęczona życiem, wskutek czego podejmuje próbę samobójczą, przedawkowując leki. Jak można się domyślić, zostaje odratowana i umieszczona w klinice psychiatrycznej. Tam poznaje mężczyznę - schizofrenika, w którym się zakochuje i... reszty możecie domyślić się sami :). Książka, mimo iż przewidywalna, jest zdecydowanie warta przeczytania, ponieważ daje nadzieję, że nasz los w każdym momencie może się odmienić na lepsze.
~Hoppas~
niedziela, 30 lipca 2017
10 najlepszych piosenek o depresji
Czy wy też tak macie, że kiedy jesteście smutni, słuchacie melancholijnych, dołujących piosenek? Nie wiem, dlaczego, ale paradoksalnie podnoszą mnie one na duchu. Prawdopodobnie powodem jest fakt, iż smutna muzyka utwierdza mnie w przekonaniu, że inni ludzie mieli lub mają podobne doświadczenia do moich.
Dzisiaj przygotowałam dla was moje ulubione dziesięć piosenek, poruszających problematykę nie tylko samej depresji jako takiej, ale też autodestrukcji, samobójstwa, nienawiści do siebie i świata. Warto poświęcić im chwilę swojego czasu, bo są naprawdę genialne.
*Obok wykonawcy i tytułu podałam link do każdej z piosenek. Piszę o tym na wszelki wypadek, ponieważ linki są mało widoczne.
1. Judas Priest - Here Come the Tears klik!
Once I dreamed that love would come and sweep me up away / Now it seems life's passed me by, I'm still alone today / Here come the tears
Piosenka o zastoju, cierpieniu w samotności i dzikiej potrzebie bycia kochanym.
2. Eels - Electro Shock Blues klik!
Feeling scared today / Write down "I am okay" / A hundred times the doctors say / I am okay / I am okay / I'm not okay
3. Nick Cave & The Bad Seeds - Push the Sky Away klik!
I've got a feeling / I just can't shake / I've got a feeling / That just won't go away
Niesamowicie mroczna i niepokojąca...
4. TSA - 51 klik!
Odszedłeś, bo byłeś słaby / jak suchy liść / Dziś możemy dotknąć się / naszymi pustymi duszami / Obnażyć swe oszustwa / i nasze wypalone sumienia
5. The Chameleons - Monkeyland klik!
Send out an SOS plea / Come quickly / I'm marooned in monkeyland / Is there anyone there / Who understands me / Anyone at all / I'm idly staring at the sky/ Did anybody hear me sigh
Fenomenalny tekst. Piosenka o zagubieniu w świecie, rozczarowaniu ludźmi i byciu samotnym w tłumie.
6. Radiohead - How To Disappear Completely klik!
In a little while / I'll be gone/ The moment's already passed / Yeah it's gone / And I'm not here / This isn't happening / I'm not here / I'm not here
Chyba najbardziej hipnotyzująca piosenka, jaką znam. Tekst świetnie opisuje, jak wygląda depersonalizacja.
7. Gary Jules - Mad World kilk!
Hide my head, I wanna drown my sorrow / No tomorrow, no tomorrow / And I find it kinda funny, I find it kinda sad / That dreams in which I'm dying are the best I've ever had
8. Amanda Lopiccolo - Dark Enough klik!
How does someone so perfect / Feel so insecure / As to scar her skin with cuts and burns / And still want to hurt more
Piosenka opowiada historię dziewczyny, z pozoru szczęśliwej, bo mądrej i pięknej, tak naprawdę jednak cierpiącej i umierającej w środku.
9. Joy Division - Atmosphere klik!
Walk - in silence / Don't turn away - in silence / Your confusion - my illusion / Worn like a mask of self-hate
Jeden z moich ulubionych utworów Joy Division. Posępny i depresyjny.
10. Rilo Kiley - A Better Son/Daughter klik!
But you'll fight and you'll make it through/ You'll fake it if you have to/ And you'll show up for work with a smile/ And you'll be better, you'll be smarter/ More grown up and a better daughter/ Or son and a real good friend
Na koniec coś optymistycznego - utwór dający nadzieję, że pewnego będzie lepiej, że zwalczymy depresję i zaczniemy cieszyć się życiem.
~Hoppas~
Dzisiaj przygotowałam dla was moje ulubione dziesięć piosenek, poruszających problematykę nie tylko samej depresji jako takiej, ale też autodestrukcji, samobójstwa, nienawiści do siebie i świata. Warto poświęcić im chwilę swojego czasu, bo są naprawdę genialne.
*Obok wykonawcy i tytułu podałam link do każdej z piosenek. Piszę o tym na wszelki wypadek, ponieważ linki są mało widoczne.
1. Judas Priest - Here Come the Tears klik!
Once I dreamed that love would come and sweep me up away / Now it seems life's passed me by, I'm still alone today / Here come the tears
Piosenka o zastoju, cierpieniu w samotności i dzikiej potrzebie bycia kochanym.
2. Eels - Electro Shock Blues klik!
Feeling scared today / Write down "I am okay" / A hundred times the doctors say / I am okay / I am okay / I'm not okay
Tekst świetnie opisuje mnie samą. Wmawianie sobie, że
wszystko jest w porządku, skoro wiem, że nie jest.
I've got a feeling / I just can't shake / I've got a feeling / That just won't go away
Niesamowicie mroczna i niepokojąca...
4. TSA - 51 klik!
Odszedłeś, bo byłeś słaby / jak suchy liść / Dziś możemy dotknąć się / naszymi pustymi duszami / Obnażyć swe oszustwa / i nasze wypalone sumienia
Piosenka napisana po samobójstwie przyjaciela Andrzeja Nowaka, gitarzysty zespołu TSA. Ogromnie wzruszająca.
Send out an SOS plea / Come quickly / I'm marooned in monkeyland / Is there anyone there / Who understands me / Anyone at all / I'm idly staring at the sky/ Did anybody hear me sigh
Fenomenalny tekst. Piosenka o zagubieniu w świecie, rozczarowaniu ludźmi i byciu samotnym w tłumie.
In a little while / I'll be gone/ The moment's already passed / Yeah it's gone / And I'm not here / This isn't happening / I'm not here / I'm not here
Chyba najbardziej hipnotyzująca piosenka, jaką znam. Tekst świetnie opisuje, jak wygląda depersonalizacja.
7. Gary Jules - Mad World kilk!
Hide my head, I wanna drown my sorrow / No tomorrow, no tomorrow / And I find it kinda funny, I find it kinda sad / That dreams in which I'm dying are the best I've ever had
Cudownie gorzka i niespokojna... O niemożności odnalezienia
się w świecie, rozpaczy nad ludźmi i silnym pragnieniu śmierci.
8. Amanda Lopiccolo - Dark Enough klik!
How does someone so perfect / Feel so insecure / As to scar her skin with cuts and burns / And still want to hurt more
Piosenka opowiada historię dziewczyny, z pozoru szczęśliwej, bo mądrej i pięknej, tak naprawdę jednak cierpiącej i umierającej w środku.
9. Joy Division - Atmosphere klik!
Walk - in silence / Don't turn away - in silence / Your confusion - my illusion / Worn like a mask of self-hate
Jeden z moich ulubionych utworów Joy Division. Posępny i depresyjny.
10. Rilo Kiley - A Better Son/Daughter klik!
But you'll fight and you'll make it through/ You'll fake it if you have to/ And you'll show up for work with a smile/ And you'll be better, you'll be smarter/ More grown up and a better daughter/ Or son and a real good friend
Na koniec coś optymistycznego - utwór dający nadzieję, że pewnego będzie lepiej, że zwalczymy depresję i zaczniemy cieszyć się życiem.
~Hoppas~
czwartek, 27 lipca 2017
Jestem beznadziejna.
Jestem beznadziejna.
Nie umiem chodzić, by się nie wywracać.
Nie umiem mówić tak, jak należy.
Nie widzę tak, jak powinnam.
Albo za dużo, albo za mało.
Nie umiem o siebie zadbać.
Nie umiem się ubrać tak, by nie wyglądać jak debil.
A nie, sorry, wyglądam jak debil zawsze i wszędzie.
Nie umiem się pomalować.
Nie umiem robić podstawowych rzeczy.
Nie umiem jeść.
Nie umiem panować nad emocjami.
Nie umiem się blokować, byt nie wypaść na kogoś, kim nie jestem.
Nie umiem się wypowiadać.
Nie umiem argumentować.
Nie umiem trzymać postanowień.
Nie umiem decydować.
Nie umiem przychodzić na czas.
Nie umiem się uczyć.
Nie umiem znaleźć hobby, które mi wychodzi.
Nie umiem napisać sensownego zdania.
Nie umiem narysować prostej kreski.
Nie umiem śpiewać.
Nie umiem tańczyć.
Nie umiem gotować.
Nie umiem się bronić.
Nie umiem myśleć.
Nie umiem kochać.
Nie umiem być normalną.
Nie umiem nie być problemem.
Nie wiem kim jestem.
Nie potrafię żyć.
~Impuremind~
Nie umiem chodzić, by się nie wywracać.
Nie umiem mówić tak, jak należy.
Nie widzę tak, jak powinnam.
Albo za dużo, albo za mało.
Nie umiem o siebie zadbać.
Nie umiem się ubrać tak, by nie wyglądać jak debil.
A nie, sorry, wyglądam jak debil zawsze i wszędzie.
Nie umiem się pomalować.
Nie umiem robić podstawowych rzeczy.
Nie umiem jeść.
Nie umiem panować nad emocjami.
Nie umiem się blokować, byt nie wypaść na kogoś, kim nie jestem.
Nie umiem się wypowiadać.
Nie umiem argumentować.
Nie umiem trzymać postanowień.
Nie umiem decydować.
Nie umiem przychodzić na czas.
Nie umiem się uczyć.
Nie umiem znaleźć hobby, które mi wychodzi.
Nie umiem napisać sensownego zdania.
Nie umiem narysować prostej kreski.
Nie umiem śpiewać.
Nie umiem tańczyć.
Nie umiem gotować.
Nie umiem się bronić.
Nie umiem myśleć.
Nie umiem kochać.
Nie umiem być normalną.
Nie umiem nie być problemem.
Nie wiem kim jestem.
Nie potrafię żyć.
~Impuremind~
środa, 26 lipca 2017
Nadzieja matką głupich..?
17 lat temu mały pesymista przyszedł na świat. Z początku wydał mu się piękny, niesamowity. Do czasu, gdy nie poszedł po raz pierwszy do szkoły. Tam doświadczył pierwszych smutków i rozczarowań. Nikt nie chciał z nim rozmawiać, wszyscy patrzyli na niego dziwnie, śmiali się z niego. Pesymiście było przykro, ale starał się egzystować dalej w nadziei, że wszystko będzie dobrze. I w sumie było. Znalazł kilku przyjaciół, z którymi spędzał czas na korytarzu, ale z większością po ukończeniu danej szkoły tracił kontakt. Niewielu zostawało na dłużej. Pod koniec podstawówki stał się prawdziwym pesymistą. Został taki po dziś. W gimnazjum zachorował, ale nieświadom wszystkiego, dalej miał nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Czasem było lepiej, czasem gorzej. On wciąż miał, ma i będzie mieć nadzieję.
Tym pesymistą jestem ja – Impuremind.
Nie oczekuję teraz życzeń. Błagam, to byłoby żałosne. Chciałabym tylko, byście mnie wysłuchali. Mam na myśli, byście poznali moje podejście do świata po tylu latach. A więc zacznijmy od początku.
Nikt mnie nie pytał, czy chcę się urodzić. Tak samo, jak Was wszystkich. Jednak, mimo to, gdyby ktoś mnie o to spytał, zgodziłabym się. Dlaczego? Lubię wyzwania. Mimo, że zdarza mi się myśleć o poddaniu się, dalej dążę do celu. Jakoś tak mam, że, mimo bólu i niechęci, staram się wykonać dane mi zadanie.
Nadzieja towarzyszy mi od zawsze. Cokolwiek by się nie działo, do jakiego szczebla by to nie doszło, ona zawsze była. Czy to problemy w szkole, rodzinie, czy też jakakolwiek sytuacja. Zawsze starałam się myśleć, że dam radę, mimo, że nie zawsze się udawało.
Nadzieja matką głupich. Poniekąd tak, poniekąd nie. Często nadzieja jest złudna, coś nie wychodzi, mimo, że się tego pragnie, co potwierdza tę tezę, z drugiej strony, niektórzy dzięki niej żyją. Ja dzięki niej żyję.
Niektórzy mówią, że nie mają już nadziei. Stracili ją z powodu jakiegoś wydarzenia, przestali wierzyć w lepsze jutro. Osobiście nie potrafię sobie tego wyobrazić. Staram się, ale to na nic. Tak sobie myślę.. może wkrótce czeka to i mnie?
~Impuremind~
Tym pesymistą jestem ja – Impuremind.
Nie oczekuję teraz życzeń. Błagam, to byłoby żałosne. Chciałabym tylko, byście mnie wysłuchali. Mam na myśli, byście poznali moje podejście do świata po tylu latach. A więc zacznijmy od początku.
Nikt mnie nie pytał, czy chcę się urodzić. Tak samo, jak Was wszystkich. Jednak, mimo to, gdyby ktoś mnie o to spytał, zgodziłabym się. Dlaczego? Lubię wyzwania. Mimo, że zdarza mi się myśleć o poddaniu się, dalej dążę do celu. Jakoś tak mam, że, mimo bólu i niechęci, staram się wykonać dane mi zadanie.
Nadzieja towarzyszy mi od zawsze. Cokolwiek by się nie działo, do jakiego szczebla by to nie doszło, ona zawsze była. Czy to problemy w szkole, rodzinie, czy też jakakolwiek sytuacja. Zawsze starałam się myśleć, że dam radę, mimo, że nie zawsze się udawało.
Nadzieja matką głupich. Poniekąd tak, poniekąd nie. Często nadzieja jest złudna, coś nie wychodzi, mimo, że się tego pragnie, co potwierdza tę tezę, z drugiej strony, niektórzy dzięki niej żyją. Ja dzięki niej żyję.
Niektórzy mówią, że nie mają już nadziei. Stracili ją z powodu jakiegoś wydarzenia, przestali wierzyć w lepsze jutro. Osobiście nie potrafię sobie tego wyobrazić. Staram się, ale to na nic. Tak sobie myślę.. może wkrótce czeka to i mnie?
~Impuremind~
sobota, 22 lipca 2017
Moje życie to porażka
Kolejny raz się poddaję. Leżę bez ruchu opatulona
grubą kołdrą, mimo tego że na zewnątrz jest upał – ponad trzydzieści stopni.
Która jest godzina? Nie mam pojęcia, całkiem już straciłam poczucie czasu. Nie
mogę spać, choć wiem, że tego potrzebuję – tak bardzo chciałabym przestać czuć,
rozpłynąć się, zniknąć. Rany po dzisiejszym cięciu się przyjemnie pieką. Lubię
to uczucie, ten ból. Na to właśnie zasługuję! Na nic więcej.
Moje życie to porażka. Zniszczyłam w sobie wszystko,
co piękne i wartościowe. Stoczyłam się na samo dno. Wiem, że z każdej sytuacji
jest wyjście, więc również i z tej, ale... po co mam cokolwiek z sobą robić?
Moje życie nie ma przecież najmniejszego znaczenia; ranię tylko siebie i
wszystkich wokół. Jestem nieobliczalna. Sama nie wiem, czego mogę się po sobie
spodziewać – rzucenia szkoły, kradzieży, pobicia kogoś? Nie potrafię sobie ufać.
Samobójstwo.
To słowo... brzmi jak wybawienie.
Nie będę musiała już dłużej się męczyć, walczyć ze
sobą każdego dnia, udawać, że wszystko jest w porządku, skoro wiem, że nie
jest.
Będzie tylko spokój... cisza... nicość.
Boję się, że kiedyś to zrobię, jeżeli nie pozwolę
sobie pomóc. Ale... czy to źle? Czy chęć pozbycia się cierpienia jest zła?
Mam mętlik w głowie.
~Hoppas~
środa, 19 lipca 2017
Znów się zaczęło...
Ostatnio wszystko się komplikuje. Następuje autoregeneracja, więc powinno być dobrze. Ale nie jest. Z jednej strony depresja schodzi na drugi plan, niby jest, niby jej nie ma. Od jakiegoś czasu nie mam załamań i stanów depresyjnych. Jest poniekąd dobrze. Z drugiej strony, jednak, moje zaburzenia odżywiania przejęły funkcję największego problemu.
Wszystko zaczęło się w zeszły poniedziałek, lub wtorek, gdy nagle straciłam chęci do jedzenia, całkowite. Włączyłam rejestrator w telefonie i nagrałam wszystko, co mi doskwierało w tamtej chwili. Powiedziałam, że zauważyłam przyrost wagi, który wywołał we mnie niepokój i dyskomfort. Nie podobało mi się, że przytyłam. Czułam się gruba i brzydka. Chciałam natychmiast skończyć jeść, a przynajmniej zmniejszyć dawkę.
Jednak.. po paru dniach nastąpił obrót o 180 stopni. Zaczęłam jeść ile wlezie. Czasem po zjedzeniu całego obiadu potrafiłam wziąć jeszcze jakieś ciastka, chrupki, czy coś innego do jedzenia. Potrafiłam tak cały dzień. Codziennie. Parę dni temu nawet doszłam do momentu, gdy chciałam zacząć się zdrowo odżywiać (tego typu posiłki wtedy miałam).
Wtem nastąpił wczorajszy wieczór. Chciałam iść standardowo po coś do jedzenia, ale zablokowały mnie myśli. Mimo, że wciąż mega chciałam to zrobić, zdecydowałam, że należy to skończyć. Koniec z ciągłym wpi**dalaniem, koniec z dużymi porcjami i tuczącymi rzeczami (jak już to raz na jakiś czas). Nastąpił czas „chcę schudnąć” i „im mniej kalorii tym lepiej”. Wszystko, byle nie być GRUBĄ.
~Impuremind~
Wszystko zaczęło się w zeszły poniedziałek, lub wtorek, gdy nagle straciłam chęci do jedzenia, całkowite. Włączyłam rejestrator w telefonie i nagrałam wszystko, co mi doskwierało w tamtej chwili. Powiedziałam, że zauważyłam przyrost wagi, który wywołał we mnie niepokój i dyskomfort. Nie podobało mi się, że przytyłam. Czułam się gruba i brzydka. Chciałam natychmiast skończyć jeść, a przynajmniej zmniejszyć dawkę.
Jednak.. po paru dniach nastąpił obrót o 180 stopni. Zaczęłam jeść ile wlezie. Czasem po zjedzeniu całego obiadu potrafiłam wziąć jeszcze jakieś ciastka, chrupki, czy coś innego do jedzenia. Potrafiłam tak cały dzień. Codziennie. Parę dni temu nawet doszłam do momentu, gdy chciałam zacząć się zdrowo odżywiać (tego typu posiłki wtedy miałam).
Wtem nastąpił wczorajszy wieczór. Chciałam iść standardowo po coś do jedzenia, ale zablokowały mnie myśli. Mimo, że wciąż mega chciałam to zrobić, zdecydowałam, że należy to skończyć. Koniec z ciągłym wpi**dalaniem, koniec z dużymi porcjami i tuczącymi rzeczami (jak już to raz na jakiś czas). Nastąpił czas „chcę schudnąć” i „im mniej kalorii tym lepiej”. Wszystko, byle nie być GRUBĄ.
~Impuremind~
czwartek, 6 lipca 2017
Moje 3 etapy chwilowego szczęścia
W ostatnim czasie moim umysłem zawładnęły różne emocje, różne stany. Zaczynając od totalnej obojętności, przez wrażenie, że może już jest okej, aż do momentu, gdy byłam szczęśliwa i nagle się całość rozwaliła. Ale może zacznijmy od początku.
Etap 1. Obojętność.
Po dniach pełnych bólu i smutku związanego z mą egzystencją rozpoczęły się te, które przepełniała nicość. Ogarnęła mnie w całości i nie mogłam nic z nią zrobić. Nie czułam nic, dosłownie NIC. Gdy miałam być szczęśliwa, w pewnym stopniu udawałam, gdy miałam być smutna, również udawałam, gdy miałam nic nie czuć, nie czułam nic. Mimo wszystko była jakaś jakby... ściana. Oddzielała mnie ona od uczuć i nie pozwalała im się przedostać do mnie. Z jednej strony chciałam, by były, by to wszystko nie miało tak czarno-białych barw. Z drugiej jednak czułam jakby ulgę. Nic mi nie kazało płakać, śmiać się. Nic mi nie rozkazywało. Mogłam robić co chcę i nie czuć nic. Miało to swoje plusy i minusy. Popełniłam parę błędów, które zraniły osoby, które kocham, pocięłam się, zachowywałam się mega głupio. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Jakby coś próbowało przebić się przez ścianę obojętności, która nie dawała za wygraną, ale usłyszałam jej wołanie. Tym czymś była miłość. Czułam, że znów chcę ją poczuć - to miłe odczucie w brzuchu i sercu, to ciepło, gdy myślałam o tej osobie.. W pewnej chwili tego wszystkiego zapragnęłam, mimo, że wiedziałam, jak to się skończy.
Etap 2. Wszystko, jak za dawnych czasów.
Z biegiem dni zaczynałam się czuć coraz normalniej. Byłam szczęśliwa, czasem pyskata, czasem nieco zamknięta i spokojna, a innym razem nadpobudliwa. Powoli zaczynałam wracać do starej, dobrej rutyny. Moje problemy z utrzymaniem higieny jak należy powoli zanikały, poprosiłam, czy mogę iść do psychologa. Pomyślałam, że zacznę ćwiczyć, w końcu wezmę się za siebie i naprawię kondycję, co niestety nie skończyło się najlepiej, ale mimo wszystko cieszyłam się, że zrobiłam pierwszy krok. Zdecydowałam, że pójdę do fryzjera, zetnę i zafarbuję włosy. Miałam dowiedzieć się o pracę. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze.. do czasu.
Etap 3. Hello darkness my old friend.. 🎵
Zaczęło się od pracy – nie ma ofert, trzeba ewentualnie czekać. Okej, to może jednak nie w tym roku.. Jakoś starałam się z tym pogodzić, choć było dosyć trudno. Nadeszła szczęśliwa iskierka numer jeden – koncert Eda Sheerana za rok. Mama się zgodziła na moje uczestnictwo, co mnie mega ucieszyło i przez chwilę nie myślałam na temat pracy. Założyłam Aska, do którego link macie w zakładce „O blogu i autorkach”, co uważam za coś pozytywnego. Cieszyłam się również z szczęścia mojej najlepszej przyjaciółki, której powodziło się w ostatnim czasie. Spotkałam się z przyjaciółkami, było świetnie, jak zawsze. Spotkała nas poza tym jedna dość zabawna sytuacja, spotkanie. Jednak podczas tego wszystkiego zaczęło się we mnie dziać coś nietypowego. Zaczęłam ciągle sprawdzać aktywne osoby na Facebooku, wracać w myślach do przeszłości.. szczególnie do tego, co działo się w tym roku szkolnym. Na spotkaniu patrzyłam co jakiś czas na mijających ludzi, czekając na tę jedną, która się nie pojawiała. Gdy wróciłam do domu, położyłam się, włączyłam piosenkę, którą cały dzień słuchałam (będzie na dole) i myślałam dalej. Spytałam kilku osób, czy to normalne, to wszystko, co się dzieje.. Bo przecież sobie odpuściłam, dlaczego to znowu wraca? Każdy mi powiedział, że tak, to nic złego i powinno przejść.. tylko kiedy? Za rok, za tydzień, za miesiąc? Nie wiem czemu, ale nie mogłam znieść myśli, że znów się zakochałam, czy też zauroczyłam i to znów w tej samej osobie. Wszystkie te negatywne myśli doprowadziły do tego, że się rozpłakałam. Po raz pierwszy od paru tygodni. Wiem, może dość dziwny powód, by płakać, może dość infantylny.. ale powód to powód, nieprawdaż?
Po tych wszystkich wydarzeniach.. co przyniesie jutro?
~Impuremind~
Etap 1. Obojętność.
Po dniach pełnych bólu i smutku związanego z mą egzystencją rozpoczęły się te, które przepełniała nicość. Ogarnęła mnie w całości i nie mogłam nic z nią zrobić. Nie czułam nic, dosłownie NIC. Gdy miałam być szczęśliwa, w pewnym stopniu udawałam, gdy miałam być smutna, również udawałam, gdy miałam nic nie czuć, nie czułam nic. Mimo wszystko była jakaś jakby... ściana. Oddzielała mnie ona od uczuć i nie pozwalała im się przedostać do mnie. Z jednej strony chciałam, by były, by to wszystko nie miało tak czarno-białych barw. Z drugiej jednak czułam jakby ulgę. Nic mi nie kazało płakać, śmiać się. Nic mi nie rozkazywało. Mogłam robić co chcę i nie czuć nic. Miało to swoje plusy i minusy. Popełniłam parę błędów, które zraniły osoby, które kocham, pocięłam się, zachowywałam się mega głupio. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Jakby coś próbowało przebić się przez ścianę obojętności, która nie dawała za wygraną, ale usłyszałam jej wołanie. Tym czymś była miłość. Czułam, że znów chcę ją poczuć - to miłe odczucie w brzuchu i sercu, to ciepło, gdy myślałam o tej osobie.. W pewnej chwili tego wszystkiego zapragnęłam, mimo, że wiedziałam, jak to się skończy.
Etap 2. Wszystko, jak za dawnych czasów.
Z biegiem dni zaczynałam się czuć coraz normalniej. Byłam szczęśliwa, czasem pyskata, czasem nieco zamknięta i spokojna, a innym razem nadpobudliwa. Powoli zaczynałam wracać do starej, dobrej rutyny. Moje problemy z utrzymaniem higieny jak należy powoli zanikały, poprosiłam, czy mogę iść do psychologa. Pomyślałam, że zacznę ćwiczyć, w końcu wezmę się za siebie i naprawię kondycję, co niestety nie skończyło się najlepiej, ale mimo wszystko cieszyłam się, że zrobiłam pierwszy krok. Zdecydowałam, że pójdę do fryzjera, zetnę i zafarbuję włosy. Miałam dowiedzieć się o pracę. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze.. do czasu.
Etap 3. Hello darkness my old friend.. 🎵
Zaczęło się od pracy – nie ma ofert, trzeba ewentualnie czekać. Okej, to może jednak nie w tym roku.. Jakoś starałam się z tym pogodzić, choć było dosyć trudno. Nadeszła szczęśliwa iskierka numer jeden – koncert Eda Sheerana za rok. Mama się zgodziła na moje uczestnictwo, co mnie mega ucieszyło i przez chwilę nie myślałam na temat pracy. Założyłam Aska, do którego link macie w zakładce „O blogu i autorkach”, co uważam za coś pozytywnego. Cieszyłam się również z szczęścia mojej najlepszej przyjaciółki, której powodziło się w ostatnim czasie. Spotkałam się z przyjaciółkami, było świetnie, jak zawsze. Spotkała nas poza tym jedna dość zabawna sytuacja, spotkanie. Jednak podczas tego wszystkiego zaczęło się we mnie dziać coś nietypowego. Zaczęłam ciągle sprawdzać aktywne osoby na Facebooku, wracać w myślach do przeszłości.. szczególnie do tego, co działo się w tym roku szkolnym. Na spotkaniu patrzyłam co jakiś czas na mijających ludzi, czekając na tę jedną, która się nie pojawiała. Gdy wróciłam do domu, położyłam się, włączyłam piosenkę, którą cały dzień słuchałam (będzie na dole) i myślałam dalej. Spytałam kilku osób, czy to normalne, to wszystko, co się dzieje.. Bo przecież sobie odpuściłam, dlaczego to znowu wraca? Każdy mi powiedział, że tak, to nic złego i powinno przejść.. tylko kiedy? Za rok, za tydzień, za miesiąc? Nie wiem czemu, ale nie mogłam znieść myśli, że znów się zakochałam, czy też zauroczyłam i to znów w tej samej osobie. Wszystkie te negatywne myśli doprowadziły do tego, że się rozpłakałam. Po raz pierwszy od paru tygodni. Wiem, może dość dziwny powód, by płakać, może dość infantylny.. ale powód to powód, nieprawdaż?
Po tych wszystkich wydarzeniach.. co przyniesie jutro?
~Impuremind~
wtorek, 4 lipca 2017
Depresja
Depresja jest jak nadejście zimy.
Dnie robią się coraz krótsze, a noce dłuższe.
Powoli, każdego dnia robi się coraz
ciemniej. Ale ty tego nie zauważasz.
Z dnia na dzień jest mniej światła,
a więcej cienia.
Jesteś zajęty, zmęczony.
Ledwo zwracasz na to uwagę.
Aż pewnego dnia zdajesz sobie sprawę,
że jest całkiem ciemno.
Powinien być dzień, a jest mrok.
I dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę,
że słońca już nie ma.
Nawet nie zauważyłeś, kiedy zaszło.
~Drømme~
Dnie robią się coraz krótsze, a noce dłuższe.
Powoli, każdego dnia robi się coraz
ciemniej. Ale ty tego nie zauważasz.
Z dnia na dzień jest mniej światła,
a więcej cienia.
Jesteś zajęty, zmęczony.
Ledwo zwracasz na to uwagę.
Aż pewnego dnia zdajesz sobie sprawę,
że jest całkiem ciemno.
Powinien być dzień, a jest mrok.
I dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę,
że słońca już nie ma.
Nawet nie zauważyłeś, kiedy zaszło.
~Drømme~
niedziela, 2 lipca 2017
Nie wezmę się w garść
„Nie użalaj się tak nad sobą”
„Inni mają gorzej”
„Jesteś zwykłym leniem, który tylko chce się
usprawiedliwić”
„Po prostu weź się w garść”
Chyba każdy, kto chorował bądź choruje na depresję,
spotkał się z takimi komentarzami skierowanymi w swoją stronę. Osoby zdrowe nie
rozumieją nas, chorych, i szczerze powiedziawszy, tym lepiej dla nich. Nikomu
nie życzę natrętnych samobójczych myśli, ciągłego poczucia własnej
bezwartościowości i godzin przeleżanych w łóżku, podczas gdy twoi znajomi spędzają
miło czas na zewnątrz. Bardzo krzywdzące są jednak przekonania niektórych ludzi,
którzy sądzą, że depresja to zwykłe lenistwo czy wymysł dzisiejszych czasów. Nic
bardziej mylnego; depresja to poważna choroba, która polega na nieprawidłowym
funkcjonowaniu neuroprzekaźników w mózgu – nie jest to stan bezpośrednio
zależny od osoby chorej.
Moi rodzice wiele razy zarzucali mi wygodnictwo
(według nich depresja jest tylko usprawiedliwieniem dla mojego rzekomego
lenistwa) i wszczynali awantury, kiedy widzieli, że kolejny dzień leżę w łóżku,
płacząc (w ich rozumieniu – użalając się nad sobą). Miałam przez to ogromne
wyrzuty sumienia. Próbowałam zebrać się w sobie, myśleć pozytywnie, uśmiechać
się jak kiedyś. Nie byłam jednak w stanie udawać na dłuższą metę. Wypieranie ze
świadomości tego, że mam poważny problem, wpędziło mnie w jeszcze większą
frustrację i zmęczenie życiem, co jedynie pogłębiło moją depresję.
Dlatego właśnie teraz, kiedy mam jeden z cięższych
epizodów, odpowiadam wprost na zarzuty rodziny: nie, nie wezmę się garść. Nie wstanę
z łóżka, nie ubiorę się. Nie zrobię zakupów. Nie odwiedzę babci. Nie teraz.
Przepraszam, ale nie jestem w stanie – to dla mnie zbyt duży wysiłek w tym
momencie. Jednak trzeba wiedzieć, że to tylko stan przejściowy, bo depresja
jest jak fala – wraca i odchodzi, po każdym ciężkim epizodzie nadchodzą dni,
kiedy znów potrafimy funkcjonować normalnie.
Dlatego odpoczywam. Czuję, że
mam do tego prawo. Odpuszczam sobie; wiem, że nie powinnam nic robić na siłę.
Powtarzam sobie przez cały czas w myślach: „Wytrzymaj jeszcze tą jedną sekundę,
a będzie lepiej”. Czasem coś się we mnie buntuje; jakiś wewnętrzny głos próbuje
mi wmówić, że moje obecne cierpienie nie jest warte późniejszego szczęścia i
jedynym wyjściem jest samobójstwo. Cóż. Tak, jak nauczyłam się na terapii –
staram się chłodno, rzeczowo przyjrzeć tym myślom, nie oceniać ich. Pozwolić
sobie na nie. Zaakceptować.
~Hoppas~
czwartek, 29 czerwca 2017
Kiełkująca nadzieja
Siedziałam na balkonie. Była późna czerwcowa noc. Patrzyłam
na śpiące miasto; w niektórych domach paliły się jednak jeszcze światła.
Obserwowałam sylwetki ludzi widniejące w oknach sąsiedniego bloku. Jedni,
rozłożeni wygodnie na kanapie, oglądali telewizję, drudzy pracowali przy
komputerze, inni po prostu ze sobą rozmawiali – być może opowiadali sobie
nawzajem, jak minął im kolejny dzień ich życia.
Wiele już razy zdarzało mi się podglądać ludzi w ten
sposób. Lubię ich obserwować, zastanawiać się jakie są ich marzenia, ambicje,
jaka jest ich historia. Inspiruję się innymi. Szukam recepty na to, jak żyć –
jeżeli w ogóle jest po co.
W tamtą noc – kiedy siedziałam już dłuższą chwilę
bez ruchu i wgapiałam się w okna sąsiedniego bloku – nagle ogarnął mnie jakiś
niezwykły, głęboki spokój. W tamtym momencie, przez jedną krótką chwilę,
poczułam niesamowitą jedność ze wszystkimi ludźmi, nie tylko z tymi, na których wtedy patrzyłam oraz cichą nadzieję, że będzie już tylko lepiej. Było to uczucie,
zupełnie, jak gdyby uśmiechnął się do mnie sam Bóg. Pomyślałam, że istnieje
może jakieś dobro, piękno i artyzm na świecie, w którym do tej pory widziałam
tylko obłudę, podłość i nieczułość. Przypomniałam sobie wszystkie piękne
chwile, które mnie spotkały – błogie
dzieciństwo, kiedy bolało tylko odrapane kolano, a największym problemem było
to, z którą koleżanką usiądę w ławce. Długie spacery z przyjaciółką za czasów
gimnazjum. Wspólne przygotowywanie niedzielnych obiadów z tatą. Zarwane noce
spędzone na czytaniu dziewiętnastowiecznych powieści. Wreszcie własne tworzenie
„do szuflady”, pisanie krótkich wierszy i dłuższych opowiadań.
I ja chcę tego wszystkiego się pozbyć?
Na kilka chwil zniknęły moje wyrzuty i żal do świata.
Bo przecież – sama jestem jego częścią. Choć niekiedy o tym zapominam.
Niestety było to bardzo ulotne doświadczenie. Po
kilku sekundach wszystko wróciło do normy, głęboki smutek i czarne myśli;
wszystko, co od dawna jest moją codziennością. Ale... coś w tej ciemności
jednak zostało – jakieś nieśmiałe pragnienie życia i kiełkująca nadzieja.
Dla takich momentów, jak tamten warto żyć... bo powoli
wychodzę z mroku – głęboko to czuję. Cofam się i upadam, ale później wstaję i
uparcie idę naprzód. Wierzę, że kiedyś wyjdę z depresji, dlatego nie poddaję
się myślom samobójczym – mówię sobie, że są one tylko objawem mojej choroby;
wcale nie muszę się ich słuchać. Bo mam po co żyć – dla takich momentów,
pełnych głębokiej akceptacji do wszystkiego, co mnie otacza, dla spokoju w
duszy i cichej radości – po tygodniach rozpaczy, samobójczych myśli i znaczenia
skóry kolejnymi ranami, takie chwile to prawdziwe szczęście.
~Hoppas~
środa, 28 czerwca 2017
Autoagresja 2/3
Znów to zrobiłam. Sięgnęłam po ostrze i zrobiłam kreskę. Dlaczego? To przez to głupie postanowienie, że ilekroć ktoś nazwie mnie problemem, będę jedną robić. Oczywiście, nie w jednym miejscu, bo wszyscy by się skapnęli, że znów to zrobiłam. Chyba jeszcze wczoraj, bądź niewiele po północy podeszłam do szafy, wzięłam białe pudełko i zaczęłam szukać w nim cyrkla. Tak, dokładnie. Cyrkla. Wiem, to dosyć dziwne robić kreskę cyrklem, ale jest ostre? Jest. Potrafi przebić skórę? Potrafi. Więc działa, jak powinien. Na początku zaczęłam ją robić nad kostką, jednak po jakimś czasie zdecydowałam, że zrobię gdzie indziej. Pozostała tylko krótka kreska. Zrobiłam ją na zewnętrznej części ręki, jak ostatnio, ale bolało bardziej. Nie wiem, dlaczego. Może powinnam ją zrobić, gdy byłam smutna? Ponieważ jest to jedna z najważniejszych rzeczy, które różniły te dwie sytuacje. Wtedy byłam smutna, teraz nie czułam nic. Zupełnie nic. Tak od kilku dni. Jednak mimo wszystko stało się. Pierwsza zrobiona, jeszcze jedna.. Ale to później.. By brat nie zobaczył, jakby wszedł do pokoju..
Później był strach. Mama wróciła z pracy, bałam się, że zobaczy i znów mnie uziemi w domu, mimo, że aktualnie jestem. Cieszyłam się, że mam koty – nawet jeśli zauważyła tę kreskę, pewnie uznała, że ktoś mnie podrapał.
Ranek. Czas dokończyć swe dzieło. Mama wyszła i wiedziałam, że do około popołudnia mam wolną rękę. Jedynym zagrożeniem był brat, który mógł się obudzić. Mimo wszystko zakładałam, że będzie spać do 12/13, może dłużej. Zabrałam się za robotę. Kreska na udzie – gotowa. Czy jest mi lepiej? Nie zupełnie.. Czuję nicość, w której jedynym, najmocniejszym uczuciem jest ból uda. Może gdybym zrobiła to parę dni wcześniej.. może to by mi ulżyło? Tego nie wiemy. Ta wiedza przepadła w odmętach czasu.
Jedyne, co mnie zastanawia to to, czy ktoś zobaczy to i zareaguje, czy nawet nie zwróci na to swej uwagi. Czy znowu oberwie mi się za chorobę i odczuwany ból? A może znów przejdzie mi to płazem?
~Impuremind~
Później był strach. Mama wróciła z pracy, bałam się, że zobaczy i znów mnie uziemi w domu, mimo, że aktualnie jestem. Cieszyłam się, że mam koty – nawet jeśli zauważyła tę kreskę, pewnie uznała, że ktoś mnie podrapał.
Ranek. Czas dokończyć swe dzieło. Mama wyszła i wiedziałam, że do około popołudnia mam wolną rękę. Jedynym zagrożeniem był brat, który mógł się obudzić. Mimo wszystko zakładałam, że będzie spać do 12/13, może dłużej. Zabrałam się za robotę. Kreska na udzie – gotowa. Czy jest mi lepiej? Nie zupełnie.. Czuję nicość, w której jedynym, najmocniejszym uczuciem jest ból uda. Może gdybym zrobiła to parę dni wcześniej.. może to by mi ulżyło? Tego nie wiemy. Ta wiedza przepadła w odmętach czasu.
Jedyne, co mnie zastanawia to to, czy ktoś zobaczy to i zareaguje, czy nawet nie zwróci na to swej uwagi. Czy znowu oberwie mi się za chorobę i odczuwany ból? A może znów przejdzie mi to płazem?
~Impuremind~
niedziela, 25 czerwca 2017
Zaburzenia odżywiania... a może już anoreksja..?
Problemy z odżywianiem mam od lat. Odkąd tylko pamiętam, wszyscy mi mówią: „Czemu ty tak wolno jesz? Każdy normalny człowiek zje posiłek w 5 minut, a Tobie zajmuje to godziny! Zacznij wreszcie jeść! Jedz, bo przez Ciebie wszyscy się denerwują!”. Jest to już coś, co towarzyszy mi codziennie przy większości posiłków i trzeba przyznać – z sekundy na sekundę jest to coraz bardziej irytujące. Ogółem powtarzanie czegoś co pięć sekund jest irytujące i nie ma się co dziwić, że ludzie dostają przy tym białej gorączki.
Jednak dzisiaj chciałabym się przede wszystkim skupić na temacie mojej wagi oraz niechęci do jedzenia.
W ciągu, bodajże, dwóch, lub trzech lat schudłam około 6/7 kilo. Wydaje się to mało, ale dla mnie była to dosyć duża różnica. Przeszłam z wagi, która była odpowiednia do mojego wzrostu (59/60kg) na wagę, która świadczy o niedowadze (53kg). Tak było przynajmniej miesiąc temu, co do teraz nie mam pewności. Kontynuując, jak można się domyślić, moje ciało uległo dość znacznej zmianie – kości stały się bardziej widoczne, moja tkanka tłuszczowa zmniejszyła się, przez co wizualnie zrobiłam się trochę mniejsza. Do tej zmiany doszło dzięki wyżej opisanym problemom z odżywianiem. Nie planowałam chudnąć. Żyłam, jak codziennie – jadłam tyle, ile chciałam, choć czasem więcej, gdy byłam u Dziadków, ale nie były to i tak największe na świecie porcje, nie przejmowałam się wagą. Wiedziałam, że spada - raz było 59kg, po jakimś czasie (chyba styczeń poprzedniego roku) 55kg, miesiąc temu 53kg.. Ciągle szło w dół.
Pamiętam kilka dni, gdy widziałam, że jest coś nie tak: Święta Wielkanocne, w które nie potrafiłam nic włożyć do ust przez parę godzin, wycieczka do Warszawy, gdy cały dzień przetrwałam na płatkach i małej kanapce oraz dzień, w którym zjadłam tylko bułkę i makaron z truskawkami. Czułam, że to może nie skończyć się dobrze, ale i tak nie mogłam zjeść nic więcej.
W pewnym momencie, kilka miesięcy temu, zaczęłam mimo wszystko akceptować siebie – patrzyłam na swą sylwetkę oraz twarz i myślałam: „Kurde, nie wyglądam aż tak źle.. Nawet całkiem spoko!”. Niestety powoli obraz w mojej głowie zaczął się dziwnie przekształcać. Czasem, gdy patrzę na siebie, mam wrażenie, że jestem o połowę szersza, co wygląda tak, jakbym była gruba, a to nie do końca mnie zadowala. Moja niechęć zmiany nagle została uderzona przez niepokój i zaczęła się wahać. Czy jest do tego nastawiona prawidłowo, czy też nie?
Wtedy wszystko zaczęło się gmatwać.
Postanowiłam, że będę jeść mniej. Nawet nie ze względu na tę chwilę zawahania, a bardziej ze względu na depresję. Wydarzenia, myśli i uczucia towarzyszące mi na co dzień powoli pchały (a właściwie wciąż to robią) ku ostatecznemu, bardzo trudnemu wyborowi – albo pójdę do lekarza po pomoc, albo wezmę sprawę w swoje ręce i sama pozbędę się problemu. Zaczęłam wcielać w życie plan drugi, co oczywiście było mega nieodpowiedzialne.
Jak już wspomniałam – zmniejszałam posiłki. Postanowiłam zrezygnować z śniadania, jeść ogólnie mniej i w najgorszym wypadku zacząć chować jedzenie, a potem je jakoś cichaczem wyrzucać tak, że nikt by nie zauważył. Jednakże ze śniadaniem, niestety, udało się tylko przez dwa dni, dlatego, że Mama się zorientowała i dała mi ultimatum, na które postanowiłam przystać. W zamian zaczęłam nalewać mało mleka i dawać odrobinę płatków, więc w pewnym stopniu dalej stawiałam na swoje. Obiady i kolacje wyglądały niewiele inaczej, jak wcześniej – musiałam jeść, by nie mieć większych problemów z rodziną. Poza tym, Mama pilnowała, bym jadła to „minimum”, więc co najwyżej czasem część zostawiałam.
Moim celem było ulżenie im - wszystkim wokół, którzy mieli ze mną kontakt, musieli znosić mą obecność, ciągle gadanie i głupie zachowania. Chciałam ukarać się za to wszystko, co zrobiłam, czemu byłam winna, powoli się zabić, by był już spokój. Nikt nie musiałby mówić co sekundę „Jedz!”, ani wydawać kasę, by wyżywić jedną, nieznośną jednostkę. Byłby po prostu spokój. Chwilę by pobolało, ale po jakimś czasie wszystko wróciłoby do normy. Nie byłoby tekstów typu: „Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim..”, bo nie byłoby za czym tęsknić. Gówniarz siedzący przed tabletem dniami i nocami.. Pff...
Jednak teraz sprawy się powikłały jeszcze bardziej. Wydarzenia z tego tygodnia sprawiły, że chce mi się jeszcze mniej żyć i, by nie stracić kogoś, jestem zmuszona odnaleźć chęć życia i jedzenia. Wczorajszy dzień był udany, jeśli chodzi oczywiście o to. Jednak, co przyniosą następne? Czy wszystko na pewno się uda..?
~Impuremind~
Jednak dzisiaj chciałabym się przede wszystkim skupić na temacie mojej wagi oraz niechęci do jedzenia.
W ciągu, bodajże, dwóch, lub trzech lat schudłam około 6/7 kilo. Wydaje się to mało, ale dla mnie była to dosyć duża różnica. Przeszłam z wagi, która była odpowiednia do mojego wzrostu (59/60kg) na wagę, która świadczy o niedowadze (53kg). Tak było przynajmniej miesiąc temu, co do teraz nie mam pewności. Kontynuując, jak można się domyślić, moje ciało uległo dość znacznej zmianie – kości stały się bardziej widoczne, moja tkanka tłuszczowa zmniejszyła się, przez co wizualnie zrobiłam się trochę mniejsza. Do tej zmiany doszło dzięki wyżej opisanym problemom z odżywianiem. Nie planowałam chudnąć. Żyłam, jak codziennie – jadłam tyle, ile chciałam, choć czasem więcej, gdy byłam u Dziadków, ale nie były to i tak największe na świecie porcje, nie przejmowałam się wagą. Wiedziałam, że spada - raz było 59kg, po jakimś czasie (chyba styczeń poprzedniego roku) 55kg, miesiąc temu 53kg.. Ciągle szło w dół.
Pamiętam kilka dni, gdy widziałam, że jest coś nie tak: Święta Wielkanocne, w które nie potrafiłam nic włożyć do ust przez parę godzin, wycieczka do Warszawy, gdy cały dzień przetrwałam na płatkach i małej kanapce oraz dzień, w którym zjadłam tylko bułkę i makaron z truskawkami. Czułam, że to może nie skończyć się dobrze, ale i tak nie mogłam zjeść nic więcej.
W pewnym momencie, kilka miesięcy temu, zaczęłam mimo wszystko akceptować siebie – patrzyłam na swą sylwetkę oraz twarz i myślałam: „Kurde, nie wyglądam aż tak źle.. Nawet całkiem spoko!”. Niestety powoli obraz w mojej głowie zaczął się dziwnie przekształcać. Czasem, gdy patrzę na siebie, mam wrażenie, że jestem o połowę szersza, co wygląda tak, jakbym była gruba, a to nie do końca mnie zadowala. Moja niechęć zmiany nagle została uderzona przez niepokój i zaczęła się wahać. Czy jest do tego nastawiona prawidłowo, czy też nie?
Wtedy wszystko zaczęło się gmatwać.
Postanowiłam, że będę jeść mniej. Nawet nie ze względu na tę chwilę zawahania, a bardziej ze względu na depresję. Wydarzenia, myśli i uczucia towarzyszące mi na co dzień powoli pchały (a właściwie wciąż to robią) ku ostatecznemu, bardzo trudnemu wyborowi – albo pójdę do lekarza po pomoc, albo wezmę sprawę w swoje ręce i sama pozbędę się problemu. Zaczęłam wcielać w życie plan drugi, co oczywiście było mega nieodpowiedzialne.
Jak już wspomniałam – zmniejszałam posiłki. Postanowiłam zrezygnować z śniadania, jeść ogólnie mniej i w najgorszym wypadku zacząć chować jedzenie, a potem je jakoś cichaczem wyrzucać tak, że nikt by nie zauważył. Jednakże ze śniadaniem, niestety, udało się tylko przez dwa dni, dlatego, że Mama się zorientowała i dała mi ultimatum, na które postanowiłam przystać. W zamian zaczęłam nalewać mało mleka i dawać odrobinę płatków, więc w pewnym stopniu dalej stawiałam na swoje. Obiady i kolacje wyglądały niewiele inaczej, jak wcześniej – musiałam jeść, by nie mieć większych problemów z rodziną. Poza tym, Mama pilnowała, bym jadła to „minimum”, więc co najwyżej czasem część zostawiałam.
Moim celem było ulżenie im - wszystkim wokół, którzy mieli ze mną kontakt, musieli znosić mą obecność, ciągle gadanie i głupie zachowania. Chciałam ukarać się za to wszystko, co zrobiłam, czemu byłam winna, powoli się zabić, by był już spokój. Nikt nie musiałby mówić co sekundę „Jedz!”, ani wydawać kasę, by wyżywić jedną, nieznośną jednostkę. Byłby po prostu spokój. Chwilę by pobolało, ale po jakimś czasie wszystko wróciłoby do normy. Nie byłoby tekstów typu: „Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim..”, bo nie byłoby za czym tęsknić. Gówniarz siedzący przed tabletem dniami i nocami.. Pff...
Jednak teraz sprawy się powikłały jeszcze bardziej. Wydarzenia z tego tygodnia sprawiły, że chce mi się jeszcze mniej żyć i, by nie stracić kogoś, jestem zmuszona odnaleźć chęć życia i jedzenia. Wczorajszy dzień był udany, jeśli chodzi oczywiście o to. Jednak, co przyniosą następne? Czy wszystko na pewno się uda..?
~Impuremind~
środa, 21 czerwca 2017
Jutro będzie gorzej
Kiedyś moje dni się przeplatały.
Były te gorsze i te lepsze, i te tak nijakie, że wyrzucałam je z pamięci.
W te gorsze zawsze pamiętałam, że są one obecne w życiu każdego człowieka. Że miną, i wrócą te dobre.
Żyłam dla tych lepszych dni.
Każdy żyje dla lepszych dni.
A jeśli się ich nie ma?
Już nie budzę się z nadzieją na dobry dzień. Wiem, że będzie gorzej, niż wczoraj.
Zawsze jest.
Zastanawiam się, jaka rana powstanie dzisiaj na mojej duszy.
Czego będzie dotyczyła?
Jak głęboka będzie?
I czy kiedyś się zagoi?
Moja nadzieja jest martwa.
I kiedy po okropnym dniu, kiedy znowu utraciłam cząstkę siebie, ukruszył się kolejny kawałek mojego serca, a moja samotność stała się samotna, nie mówię sobie: "Jutro będzie lepiej".
Mówię: "Jutro będzie gorzej".
~ Drømme
Były te gorsze i te lepsze, i te tak nijakie, że wyrzucałam je z pamięci.
W te gorsze zawsze pamiętałam, że są one obecne w życiu każdego człowieka. Że miną, i wrócą te dobre.
Żyłam dla tych lepszych dni.
Każdy żyje dla lepszych dni.
A jeśli się ich nie ma?
Już nie budzę się z nadzieją na dobry dzień. Wiem, że będzie gorzej, niż wczoraj.
Zawsze jest.
Zastanawiam się, jaka rana powstanie dzisiaj na mojej duszy.
Czego będzie dotyczyła?
Jak głęboka będzie?
I czy kiedyś się zagoi?
Moja nadzieja jest martwa.
I kiedy po okropnym dniu, kiedy znowu utraciłam cząstkę siebie, ukruszył się kolejny kawałek mojego serca, a moja samotność stała się samotna, nie mówię sobie: "Jutro będzie lepiej".
Mówię: "Jutro będzie gorzej".
~ Drømme
Nawrót
Pogorszyło mi się.
Leżę w łóżku odkąd wróciłam ze szkoły. Na przemian
zasypiam i budzę się... Rzeczywistość boli. Chcę zniknąć, rozpłynąć się, ale
mimo wszystko boję się popełnić samobójstwo. Wolę nie podejmować ryzyka bycia do
końca życia niepełnosprawną.
Nie jestem w stanie podnieść się z łóżka... Ani
nawet się odezwać... A chciałabym zawołać brata do mojego pokoju i powiedzieć
mu, jak się czuję, ale... nie mam na to siły. Nie jestem w stanie nawet płakać, chociaż być
może to przyniosłoby mi ulgę.
Czuję głęboki żal do siebie samej. Wiem, że już nic
nie osiągnę w życiu, bo niczego, co zaplanuję, nie jestem w stanie zrealizować.
Jestem bezsilna wobec wszechogarniającego mnie smutku i lęku.
I cały czas mam wrażenie, że to wszystko wyolbrzymiam.
Nachodzą mnie myśli, że tak naprawdę wymyśliłam sobie tą depresję i po prostu
użalam się nad sobą. „Weź się w garść”, mówią mi rodzice. „Rozejrzyj się wokół
siebie, nie bądź egoistką.” Ich słowa bardzo mnie bolą. Przecież tak się staram
– wróciłam na terapię, tak jak mi kazali, biorę leki od psychiatry, staram się
nad sobą pracować. Tak naprawdę już nie wiem, czy faktycznie mam depresję –
może psychiatra pomylił się w diagnozie i w rzeczywistości to zwykłe lenistwo albo
zwracanie na siebie uwagi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















