środa, 19 lipca 2017

Znów się zaczęło...

Ostatnio wszystko się komplikuje. Następuje autoregeneracja, więc powinno być dobrze. Ale nie jest. Z jednej strony depresja schodzi na drugi plan, niby jest, niby jej nie ma. Od jakiegoś czasu nie mam załamań i stanów depresyjnych. Jest poniekąd dobrze. Z drugiej strony, jednak, moje zaburzenia odżywiania przejęły funkcję największego problemu.
Wszystko zaczęło się w zeszły poniedziałek, lub wtorek, gdy nagle straciłam chęci do jedzenia, całkowite. Włączyłam rejestrator w telefonie i nagrałam wszystko, co mi doskwierało w tamtej chwili. Powiedziałam, że zauważyłam przyrost wagi, który wywołał we mnie niepokój i dyskomfort. Nie podobało mi się, że przytyłam. Czułam się gruba i brzydka. Chciałam natychmiast skończyć jeść, a przynajmniej zmniejszyć dawkę.
Jednak.. po paru dniach nastąpił obrót o 180 stopni. Zaczęłam jeść ile wlezie. Czasem po zjedzeniu całego obiadu potrafiłam wziąć jeszcze jakieś ciastka, chrupki, czy coś innego do jedzenia. Potrafiłam tak cały dzień. Codziennie. Parę dni temu nawet doszłam do momentu, gdy chciałam zacząć się zdrowo odżywiać (tego typu posiłki wtedy miałam).
Wtem nastąpił wczorajszy wieczór. Chciałam iść standardowo po coś do jedzenia, ale zablokowały mnie myśli. Mimo, że wciąż mega chciałam to zrobić, zdecydowałam, że należy to skończyć. Koniec z ciągłym wpi**dalaniem, koniec z dużymi porcjami i tuczącymi rzeczami (jak już to raz na jakiś czas). Nastąpił czas „chcę schudnąć” i „im mniej kalorii tym lepiej”. Wszystko, byle nie być GRUBĄ.
~Impuremind~


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz