„Nie użalaj się tak nad sobą”
„Inni mają gorzej”
„Jesteś zwykłym leniem, który tylko chce się
usprawiedliwić”
„Po prostu weź się w garść”
Chyba każdy, kto chorował bądź choruje na depresję,
spotkał się z takimi komentarzami skierowanymi w swoją stronę. Osoby zdrowe nie
rozumieją nas, chorych, i szczerze powiedziawszy, tym lepiej dla nich. Nikomu
nie życzę natrętnych samobójczych myśli, ciągłego poczucia własnej
bezwartościowości i godzin przeleżanych w łóżku, podczas gdy twoi znajomi spędzają
miło czas na zewnątrz. Bardzo krzywdzące są jednak przekonania niektórych ludzi,
którzy sądzą, że depresja to zwykłe lenistwo czy wymysł dzisiejszych czasów. Nic
bardziej mylnego; depresja to poważna choroba, która polega na nieprawidłowym
funkcjonowaniu neuroprzekaźników w mózgu – nie jest to stan bezpośrednio
zależny od osoby chorej.
Moi rodzice wiele razy zarzucali mi wygodnictwo
(według nich depresja jest tylko usprawiedliwieniem dla mojego rzekomego
lenistwa) i wszczynali awantury, kiedy widzieli, że kolejny dzień leżę w łóżku,
płacząc (w ich rozumieniu – użalając się nad sobą). Miałam przez to ogromne
wyrzuty sumienia. Próbowałam zebrać się w sobie, myśleć pozytywnie, uśmiechać
się jak kiedyś. Nie byłam jednak w stanie udawać na dłuższą metę. Wypieranie ze
świadomości tego, że mam poważny problem, wpędziło mnie w jeszcze większą
frustrację i zmęczenie życiem, co jedynie pogłębiło moją depresję.
Dlatego właśnie teraz, kiedy mam jeden z cięższych
epizodów, odpowiadam wprost na zarzuty rodziny: nie, nie wezmę się garść. Nie wstanę
z łóżka, nie ubiorę się. Nie zrobię zakupów. Nie odwiedzę babci. Nie teraz.
Przepraszam, ale nie jestem w stanie – to dla mnie zbyt duży wysiłek w tym
momencie. Jednak trzeba wiedzieć, że to tylko stan przejściowy, bo depresja
jest jak fala – wraca i odchodzi, po każdym ciężkim epizodzie nadchodzą dni,
kiedy znów potrafimy funkcjonować normalnie.
Dlatego odpoczywam. Czuję, że
mam do tego prawo. Odpuszczam sobie; wiem, że nie powinnam nic robić na siłę.
Powtarzam sobie przez cały czas w myślach: „Wytrzymaj jeszcze tą jedną sekundę,
a będzie lepiej”. Czasem coś się we mnie buntuje; jakiś wewnętrzny głos próbuje
mi wmówić, że moje obecne cierpienie nie jest warte późniejszego szczęścia i
jedynym wyjściem jest samobójstwo. Cóż. Tak, jak nauczyłam się na terapii –
staram się chłodno, rzeczowo przyjrzeć tym myślom, nie oceniać ich. Pozwolić
sobie na nie. Zaakceptować.
~Hoppas~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz