Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chwilowe szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chwilowe szczęście. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 października 2017

Już nigdy nie będę zdrowa

"Wszystko będzie dobrze"
"Jutro będziesz czuć się lepiej"
"Masz zły nastrój? Zjedz czekoladę, lub weź leki"
"Przecież leki działają! Dlaczego czujesz się źle?!"
A no tak, bo choroba zmieniająca nasz mózg w pewnym momencie zniknie raz na zawsze i nigdy nie wróci.
NIE.
Ona będzie ze mną zawsze.
To, że gorszy epizod minął, nie oznacza, że już nigdy nie powróci i znów wszystkiego nie popsuje.
Ona czeka.
Ona czeka na chwilę słabości.
Chwilę, gdy Twój organizm otworzy swe drzwi i da jej wejść.
Kiedy akurat coś, lub ktoś Cię zrani.
Kiedy akurat przeglądasz jakąś stronkę i zobaczysz zdjęcie chudej dziewczyny z wystającymi kośćmi, i pomyślisz: "Kurde, też tak chcę".
Kiedy akurat ktoś obdarzy Cię krzywym spojrzeniem.
Wtedy furtka się otwiera, zaprasza dawne demony do środka.
Ale one tak szybko nie odejdą, skoro już wiedzą, jak się bronisz.
Już nie będzie tak łatwo.
Jednak w pewnym momencie odejdą.
Znów.
Znów dadzą poczuć się pewnie, podnieść się.
Pozwolą ci odrestaurować siły.
A następnie znów wrócą.
I będzie jeszcze gorzej.

~Impuremind~


czwartek, 17 sierpnia 2017

Może

Bardzo często zastanawiam się, jak będzie wyglądało moje życie w przyszłości.


Może dostanę się na wymarzone studia.

A może nie.


Może zyskam wspaniałych przyjaciół, o takich samych pasjach i zwyczajach.

A może nie.


Może się zakocham.

I może ktoś zakocha się we mnie.

A może nie.


Może moje marzenia się spełnią, i będę mogła robić w życiu to, co chcę.

A może nie.


Może osiągnę to, na czym zależy mi najbardziej.

A może nie.


Może będę szczęśliwa.

A może nie.


Ale tylko "może", to za mało, by żyć.


~Dromme

czwartek, 6 lipca 2017

Moje 3 etapy chwilowego szczęścia

W ostatnim czasie moim umysłem zawładnęły różne emocje, różne stany. Zaczynając od totalnej obojętności, przez wrażenie, że może już jest okej, aż do momentu, gdy byłam szczęśliwa i nagle się całość rozwaliła. Ale może zacznijmy od początku.

Etap 1. Obojętność.
Po dniach pełnych bólu i smutku związanego z mą egzystencją rozpoczęły się te, które przepełniała nicość. Ogarnęła mnie w całości i nie mogłam nic z nią zrobić. Nie czułam nic, dosłownie NIC. Gdy miałam być szczęśliwa, w pewnym stopniu udawałam, gdy miałam być smutna, również udawałam, gdy miałam nic nie czuć, nie czułam nic. Mimo wszystko była jakaś jakby... ściana. Oddzielała mnie ona od uczuć i nie pozwalała im się przedostać do mnie. Z jednej strony chciałam, by były, by to wszystko nie miało tak czarno-białych barw. Z drugiej jednak czułam jakby ulgę. Nic mi nie kazało płakać, śmiać się. Nic mi nie rozkazywało. Mogłam robić co chcę i nie czuć nic. Miało to swoje plusy i minusy. Popełniłam parę błędów, które zraniły osoby, które kocham, pocięłam się, zachowywałam się mega głupio. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Jakby coś próbowało przebić się przez ścianę obojętności, która nie dawała za wygraną, ale usłyszałam jej wołanie. Tym czymś była miłość. Czułam, że znów chcę ją poczuć - to miłe odczucie w brzuchu i sercu, to ciepło, gdy myślałam o tej osobie.. W pewnej chwili tego wszystkiego zapragnęłam, mimo, że wiedziałam, jak to się skończy.

Etap 2. Wszystko, jak za dawnych czasów.
Z biegiem dni zaczynałam się czuć coraz normalniej. Byłam szczęśliwa, czasem pyskata, czasem nieco zamknięta i spokojna, a innym razem nadpobudliwa. Powoli zaczynałam wracać do starej, dobrej rutyny. Moje problemy z utrzymaniem higieny jak należy powoli zanikały, poprosiłam, czy mogę iść do psychologa. Pomyślałam, że zacznę ćwiczyć, w końcu wezmę się za siebie i naprawię kondycję, co niestety nie skończyło się najlepiej, ale mimo wszystko cieszyłam się, że zrobiłam pierwszy krok. Zdecydowałam, że pójdę do fryzjera, zetnę i zafarbuję włosy. Miałam dowiedzieć się o pracę. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze.. do czasu.

Etap 3. Hello darkness my old friend.. 🎵
Zaczęło się od pracy – nie ma ofert, trzeba ewentualnie czekać. Okej, to może jednak nie w tym roku.. Jakoś starałam się z tym pogodzić, choć było dosyć trudno. Nadeszła szczęśliwa iskierka numer jeden – koncert Eda Sheerana za rok. Mama się zgodziła na moje uczestnictwo, co mnie mega ucieszyło i przez chwilę nie myślałam na temat pracy. Założyłam Aska, do którego link macie w zakładce „O blogu i autorkach”, co uważam za coś pozytywnego. Cieszyłam się również z szczęścia mojej najlepszej przyjaciółki, której powodziło się w ostatnim czasie. Spotkałam się z przyjaciółkami, było świetnie, jak zawsze. Spotkała nas poza tym jedna dość zabawna sytuacja, spotkanie. Jednak podczas tego wszystkiego zaczęło się we mnie dziać coś nietypowego. Zaczęłam ciągle sprawdzać aktywne osoby na Facebooku, wracać w myślach do przeszłości.. szczególnie do tego, co działo się w tym roku szkolnym. Na spotkaniu patrzyłam co jakiś czas na mijających ludzi, czekając na tę jedną, która się nie pojawiała. Gdy wróciłam do domu, położyłam się, włączyłam piosenkę, którą cały dzień słuchałam (będzie na dole) i myślałam dalej. Spytałam kilku osób, czy to normalne, to wszystko, co się dzieje.. Bo przecież sobie odpuściłam, dlaczego to znowu wraca? Każdy mi powiedział, że tak, to nic złego i powinno przejść.. tylko kiedy? Za rok, za tydzień, za miesiąc? Nie wiem czemu, ale nie mogłam znieść myśli, że znów się zakochałam, czy też zauroczyłam i to znów w tej samej osobie. Wszystkie te negatywne myśli doprowadziły do tego, że się rozpłakałam. Po raz pierwszy od paru tygodni. Wiem, może dość dziwny powód, by płakać, może dość infantylny.. ale powód to powód, nieprawdaż?

Po tych wszystkich wydarzeniach.. co przyniesie jutro?
~Impuremind~