Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 września 2017

Boję się

Nie mogę się ruszyć
Czuję się pusta w środku
Nie mogę nic powiedzieć
Choć tego najbardziej pragnę
Nie potrafię znaleźć siebie w sobie
Mimo, że muszę gdzieś tam być
Nie rozumiem, skąd wziął się strach
Skoro wcześniej nie było problemu
To się zamienia w obłęd
Nie jestem bezpieczna
Oni są wszędzie
Widzą wszystko
Wiedzą wszystko
Boję się wracać
Tam jest ich najwięcej
Z każdą chwilą egzystencja ma coraz mniejszy sens
Nic go już nie ma
Mam dość

~Impuremind~


czwartek, 6 lipca 2017

Moje 3 etapy chwilowego szczęścia

W ostatnim czasie moim umysłem zawładnęły różne emocje, różne stany. Zaczynając od totalnej obojętności, przez wrażenie, że może już jest okej, aż do momentu, gdy byłam szczęśliwa i nagle się całość rozwaliła. Ale może zacznijmy od początku.

Etap 1. Obojętność.
Po dniach pełnych bólu i smutku związanego z mą egzystencją rozpoczęły się te, które przepełniała nicość. Ogarnęła mnie w całości i nie mogłam nic z nią zrobić. Nie czułam nic, dosłownie NIC. Gdy miałam być szczęśliwa, w pewnym stopniu udawałam, gdy miałam być smutna, również udawałam, gdy miałam nic nie czuć, nie czułam nic. Mimo wszystko była jakaś jakby... ściana. Oddzielała mnie ona od uczuć i nie pozwalała im się przedostać do mnie. Z jednej strony chciałam, by były, by to wszystko nie miało tak czarno-białych barw. Z drugiej jednak czułam jakby ulgę. Nic mi nie kazało płakać, śmiać się. Nic mi nie rozkazywało. Mogłam robić co chcę i nie czuć nic. Miało to swoje plusy i minusy. Popełniłam parę błędów, które zraniły osoby, które kocham, pocięłam się, zachowywałam się mega głupio. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Jakby coś próbowało przebić się przez ścianę obojętności, która nie dawała za wygraną, ale usłyszałam jej wołanie. Tym czymś była miłość. Czułam, że znów chcę ją poczuć - to miłe odczucie w brzuchu i sercu, to ciepło, gdy myślałam o tej osobie.. W pewnej chwili tego wszystkiego zapragnęłam, mimo, że wiedziałam, jak to się skończy.

Etap 2. Wszystko, jak za dawnych czasów.
Z biegiem dni zaczynałam się czuć coraz normalniej. Byłam szczęśliwa, czasem pyskata, czasem nieco zamknięta i spokojna, a innym razem nadpobudliwa. Powoli zaczynałam wracać do starej, dobrej rutyny. Moje problemy z utrzymaniem higieny jak należy powoli zanikały, poprosiłam, czy mogę iść do psychologa. Pomyślałam, że zacznę ćwiczyć, w końcu wezmę się za siebie i naprawię kondycję, co niestety nie skończyło się najlepiej, ale mimo wszystko cieszyłam się, że zrobiłam pierwszy krok. Zdecydowałam, że pójdę do fryzjera, zetnę i zafarbuję włosy. Miałam dowiedzieć się o pracę. Wszystko wyglądało naprawdę dobrze.. do czasu.

Etap 3. Hello darkness my old friend.. 🎵
Zaczęło się od pracy – nie ma ofert, trzeba ewentualnie czekać. Okej, to może jednak nie w tym roku.. Jakoś starałam się z tym pogodzić, choć było dosyć trudno. Nadeszła szczęśliwa iskierka numer jeden – koncert Eda Sheerana za rok. Mama się zgodziła na moje uczestnictwo, co mnie mega ucieszyło i przez chwilę nie myślałam na temat pracy. Założyłam Aska, do którego link macie w zakładce „O blogu i autorkach”, co uważam za coś pozytywnego. Cieszyłam się również z szczęścia mojej najlepszej przyjaciółki, której powodziło się w ostatnim czasie. Spotkałam się z przyjaciółkami, było świetnie, jak zawsze. Spotkała nas poza tym jedna dość zabawna sytuacja, spotkanie. Jednak podczas tego wszystkiego zaczęło się we mnie dziać coś nietypowego. Zaczęłam ciągle sprawdzać aktywne osoby na Facebooku, wracać w myślach do przeszłości.. szczególnie do tego, co działo się w tym roku szkolnym. Na spotkaniu patrzyłam co jakiś czas na mijających ludzi, czekając na tę jedną, która się nie pojawiała. Gdy wróciłam do domu, położyłam się, włączyłam piosenkę, którą cały dzień słuchałam (będzie na dole) i myślałam dalej. Spytałam kilku osób, czy to normalne, to wszystko, co się dzieje.. Bo przecież sobie odpuściłam, dlaczego to znowu wraca? Każdy mi powiedział, że tak, to nic złego i powinno przejść.. tylko kiedy? Za rok, za tydzień, za miesiąc? Nie wiem czemu, ale nie mogłam znieść myśli, że znów się zakochałam, czy też zauroczyłam i to znów w tej samej osobie. Wszystkie te negatywne myśli doprowadziły do tego, że się rozpłakałam. Po raz pierwszy od paru tygodni. Wiem, może dość dziwny powód, by płakać, może dość infantylny.. ale powód to powód, nieprawdaż?

Po tych wszystkich wydarzeniach.. co przyniesie jutro?
~Impuremind~


niedziela, 18 czerwca 2017

Uśpione emocje, czyli anhedonia

Kiedy ostatnio przeglądałam stary pamiętnik, moją uwagę przykuło kilka słów, którymi określiłam swój nastrój w tamtym roku: Nuda. Marazm. Obojętność. Wieczny zastój. A niżej dopisek: Już nigdy nie będę szczęśliwa. 
To, co wtedy napisałam, dobrze obrazuje, czym jest anhedonia - jeden z kluczowych objawów depresji. Niestety nieczęsto się o nim mówi. Człowiek w stanie anhedonii nie jest w stanie przeżywać przyjemności (lub przeżywa ją w bardzo niewielkim stopniu). To, co do tej pory pasjonowało, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Życie przypomina wegetację - nie ma rozwoju, nie ma perspektyw na przyszłość, nie ma działania. Z początku co prawda, osoba dotknięta tym stanem może próbować podejmować różne aktywności - rozwijać dotychczasowe zainteresowania, spotykać się z ludźmi, a nawet podróżować. Nic jednak nie przynosi jej satysfakcji, do wszystkiego, co robi musi się zmuszać. W pewnym momencie stwierdza, że podejmowanie wszelkich aktywności nie ma najmniejszego sensu, bo po co się wysilać, skoro i tak nic nie wzbudza w niej zainteresowania. Czegokolwiek się nie uchwyci, w nadziei, że coś obudzi ją w końcu z tego zastoju, jest jej i tak obojętne.
Pamiętam dobrze czas, kiedy sama doświadczałam stanu głębokiej anhedonii. Najgorszy okres zaczął się w marcu 2016 i trwał do września tego samego roku. Mogłam godzinami leżeć w łóżku, co kiedyś było nie do pomyślenia, a wieczorem jak najszybciej szłam spać, aby chociaż podczas snu wyzwolić się od wiecznego zmęczenia i zobojętnienia. Spędzałam całe dnie na bezmyślnym przeglądaniu Facebooka i Instagrama, nagle straciłam też ochotę na czytanie książek i gotowanie, co do tej pory uwielbiałam.
Jak sobie poradzić i jak ja sobie poradziłam z anhedonią? Niestety, wiele osób jej doświadczających, sięga po alkohol czy narkotyki, albo się objada. Są to jednak bardzo złudne rozwiązania. Częste sięganie po alkohol i zażywanie narkotyków to pewna droga do uzależnienia, zaś regularne zajadanie pustki może prowadzić do bulimii bądź zespołu gwałtownego objadania się. Wiem niestety z własnego doświadczenia. W moim przypadku sprawdziła się farmakoterapia. Wiele osób ma negatywną opinię o stosowaniu leków psychotropowych, co po części rozumiem, ponieważ wiem, że tego typu leki mogą uzależniać, ale myślę, że mimo wszystko, będąc pod stałą kontrolą dobrego psychiatry, o uzależnieniu się nie może być mowy.
Mam nadzieję, że tamten stan nigdy już w takim natężeniu nie powróci. Że nie będę musiała każdego ranka budzić się z bólem serca, że trzeba dalej żyć w tej męczarni, a raczej nie żyć, a wegetować, że samobójstwo nie będzie jedynym rozwiązaniem, jaki klaruje się w mojej głowie. Na szczęście od pewnego czasu jest lepiej. Wiem, że nie wygrałam z depresją, ale przynajmniej z jednym z objawów, jakim jest właśnie anhedonia, poradziłam sobie prawie całkiem. Wreszcie mam emocje. Potrafię się śmiać, czasem nawet do łez, wiele rzeczy mnie interesuje, nareszcie czerpię radość z gotowania, czego bardzo mi przez tamte miesiące brakowało. Mimo tego mam w sobie przeświadczenie, że nie potrwa to długo. Że życie znów straci barwy, a emocje zostaną uśpione.
Bardzo się tego boję.
~Hoppas~



sobota, 17 czerwca 2017

Pustka 1/3

Wiecie, co jest okropnego w depresji? Moment, gdy tak znienacka dopada Was pustka i nie rozumiecie czemu. Z jakiej racji nagle czujecie się tak puści i bezwartościowi? Dlaczego nagle macie ochotę się zabić? Przestajecie czuć i tracicie wszelką przyjemność. Wszystko traci sens i znaczenie. Patrzycie tylko na to wszystko i staracie się znaleźć takie miejsce, by Was nie było widać, nikt nie podszedł, i nie spytał: „Czy wszystko w porządku X?”. Ostatnie czego chcecie to wytłumaczyć o co chodzi.. a właściwie to i tak byście tego nie zrobili.. Przecież nie wiecie..
Coś takiego nachodzi mnie co jakiś czas. Na przykład w momencie, gdy to piszę – czuję jedynie obojętność. Chęć zapadnięcia się pod ziemię i nie wychodzenie. Kto by mnie przecież szukał? Przecież nie mam znaczenia, nie mam wartości..  Najlepiej by było, gdybym się po prostu zabiła – byłoby po problemie.
Wokół nas jest tyle różnych rzeczy, a każda z innej dziedziny – różne przedmioty, różne osoby, różne zjawiska i wydarzenia, które, chcąc, niechcąc, odgrywają w naszym życiu pewną rolę. Niestety i ta rola traci sens, gdy w grę wchodzi pustka.
Hobby? Przecież go nie mam! A nawet jakby, to nie ma wartości!
Przyjaciele? I tak kiedyś pewnie odejdą!
Rodzina? Przecież widzę, że jestem dla nich tylko problemem!
Szkoła? Pff.. przecież i tak nie znajdę pracy po ogólniaku i nie dostanę się na studia!
Jedzenie? Co mi po tym? I tak już nie żyję!
Po co robić cokolwiek? Po co martwić się czymkolwiek? To przecież nie ma wartości..
~Impuremind~