Nie mogę się ruszyć
Czuję się pusta w środku
Nie mogę nic powiedzieć
Choć tego najbardziej pragnę
Nie potrafię znaleźć siebie w sobie
Mimo, że muszę gdzieś tam być
Nie rozumiem, skąd wziął się strach
Skoro wcześniej nie było problemu
To się zamienia w obłęd
Nie jestem bezpieczna
Oni są wszędzie
Widzą wszystko
Wiedzą wszystko
Boję się wracać
Tam jest ich najwięcej
Z każdą chwilą egzystencja ma coraz mniejszy sens
Nic go już nie ma
Mam dość
~Impuremind~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetacja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 22 września 2017
Boję się
Etykiety:
beznadzieja,
bezwartościowość,
brak sensu,
choroby psychiczne,
Depresja,
fobia,
fobia społeczna,
lęk,
myśli samobójcze,
nieumiejętność,
obłęd,
perspektywa chorego,
pustka,
wegetacja
niedziela, 18 czerwca 2017
Uśpione emocje, czyli anhedonia
Kiedy ostatnio przeglądałam stary pamiętnik, moją uwagę przykuło kilka słów, którymi określiłam swój nastrój w tamtym roku: Nuda. Marazm. Obojętność. Wieczny zastój. A niżej dopisek: Już nigdy nie będę szczęśliwa.
To, co wtedy napisałam, dobrze obrazuje, czym jest anhedonia - jeden z kluczowych objawów depresji. Niestety nieczęsto się o nim mówi. Człowiek w stanie anhedonii nie jest w stanie przeżywać przyjemności (lub przeżywa ją w bardzo niewielkim stopniu). To, co do tej pory pasjonowało, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Życie przypomina wegetację - nie ma rozwoju, nie ma perspektyw na przyszłość, nie ma działania. Z początku co prawda, osoba dotknięta tym stanem może próbować podejmować różne aktywności - rozwijać dotychczasowe zainteresowania, spotykać się z ludźmi, a nawet podróżować. Nic jednak nie przynosi jej satysfakcji, do wszystkiego, co robi musi się zmuszać. W pewnym momencie stwierdza, że podejmowanie wszelkich aktywności nie ma najmniejszego sensu, bo po co się wysilać, skoro i tak nic nie wzbudza w niej zainteresowania. Czegokolwiek się nie uchwyci, w nadziei, że coś obudzi ją w końcu z tego zastoju, jest jej i tak obojętne.
Pamiętam dobrze czas, kiedy sama doświadczałam stanu głębokiej anhedonii. Najgorszy okres zaczął się w marcu 2016 i trwał do września tego samego roku. Mogłam godzinami leżeć w łóżku, co kiedyś było nie do pomyślenia, a wieczorem jak najszybciej szłam spać, aby chociaż podczas snu wyzwolić się od wiecznego zmęczenia i zobojętnienia. Spędzałam całe dnie na bezmyślnym przeglądaniu Facebooka i Instagrama, nagle straciłam też ochotę na czytanie książek i gotowanie, co do tej pory uwielbiałam.
Jak sobie poradzić i jak ja sobie poradziłam z anhedonią? Niestety, wiele osób jej doświadczających, sięga po alkohol czy narkotyki, albo się objada. Są to jednak bardzo złudne rozwiązania. Częste sięganie po alkohol i zażywanie narkotyków to pewna droga do uzależnienia, zaś regularne zajadanie pustki może prowadzić do bulimii bądź zespołu gwałtownego objadania się. Wiem niestety z własnego doświadczenia. W moim przypadku sprawdziła się farmakoterapia. Wiele osób ma negatywną opinię o stosowaniu leków psychotropowych, co po części rozumiem, ponieważ wiem, że tego typu leki mogą uzależniać, ale myślę, że mimo wszystko, będąc pod stałą kontrolą dobrego psychiatry, o uzależnieniu się nie może być mowy.
Mam nadzieję, że tamten stan nigdy już w takim natężeniu nie powróci. Że nie będę musiała każdego ranka budzić się z bólem serca, że trzeba dalej żyć w tej męczarni, a raczej nie żyć, a wegetować, że samobójstwo nie będzie jedynym rozwiązaniem, jaki klaruje się w mojej głowie. Na szczęście od pewnego czasu jest lepiej. Wiem, że nie wygrałam z depresją, ale przynajmniej z jednym z objawów, jakim jest właśnie anhedonia, poradziłam sobie prawie całkiem. Wreszcie mam emocje. Potrafię się śmiać, czasem nawet do łez, wiele rzeczy mnie interesuje, nareszcie czerpię radość z gotowania, czego bardzo mi przez tamte miesiące brakowało. Mimo tego mam w sobie przeświadczenie, że nie potrwa to długo. Że życie znów straci barwy, a emocje zostaną uśpione.
Bardzo się tego boję.
~Hoppas~
To, co wtedy napisałam, dobrze obrazuje, czym jest anhedonia - jeden z kluczowych objawów depresji. Niestety nieczęsto się o nim mówi. Człowiek w stanie anhedonii nie jest w stanie przeżywać przyjemności (lub przeżywa ją w bardzo niewielkim stopniu). To, co do tej pory pasjonowało, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Życie przypomina wegetację - nie ma rozwoju, nie ma perspektyw na przyszłość, nie ma działania. Z początku co prawda, osoba dotknięta tym stanem może próbować podejmować różne aktywności - rozwijać dotychczasowe zainteresowania, spotykać się z ludźmi, a nawet podróżować. Nic jednak nie przynosi jej satysfakcji, do wszystkiego, co robi musi się zmuszać. W pewnym momencie stwierdza, że podejmowanie wszelkich aktywności nie ma najmniejszego sensu, bo po co się wysilać, skoro i tak nic nie wzbudza w niej zainteresowania. Czegokolwiek się nie uchwyci, w nadziei, że coś obudzi ją w końcu z tego zastoju, jest jej i tak obojętne.
Pamiętam dobrze czas, kiedy sama doświadczałam stanu głębokiej anhedonii. Najgorszy okres zaczął się w marcu 2016 i trwał do września tego samego roku. Mogłam godzinami leżeć w łóżku, co kiedyś było nie do pomyślenia, a wieczorem jak najszybciej szłam spać, aby chociaż podczas snu wyzwolić się od wiecznego zmęczenia i zobojętnienia. Spędzałam całe dnie na bezmyślnym przeglądaniu Facebooka i Instagrama, nagle straciłam też ochotę na czytanie książek i gotowanie, co do tej pory uwielbiałam.
Jak sobie poradzić i jak ja sobie poradziłam z anhedonią? Niestety, wiele osób jej doświadczających, sięga po alkohol czy narkotyki, albo się objada. Są to jednak bardzo złudne rozwiązania. Częste sięganie po alkohol i zażywanie narkotyków to pewna droga do uzależnienia, zaś regularne zajadanie pustki może prowadzić do bulimii bądź zespołu gwałtownego objadania się. Wiem niestety z własnego doświadczenia. W moim przypadku sprawdziła się farmakoterapia. Wiele osób ma negatywną opinię o stosowaniu leków psychotropowych, co po części rozumiem, ponieważ wiem, że tego typu leki mogą uzależniać, ale myślę, że mimo wszystko, będąc pod stałą kontrolą dobrego psychiatry, o uzależnieniu się nie może być mowy.
Mam nadzieję, że tamten stan nigdy już w takim natężeniu nie powróci. Że nie będę musiała każdego ranka budzić się z bólem serca, że trzeba dalej żyć w tej męczarni, a raczej nie żyć, a wegetować, że samobójstwo nie będzie jedynym rozwiązaniem, jaki klaruje się w mojej głowie. Na szczęście od pewnego czasu jest lepiej. Wiem, że nie wygrałam z depresją, ale przynajmniej z jednym z objawów, jakim jest właśnie anhedonia, poradziłam sobie prawie całkiem. Wreszcie mam emocje. Potrafię się śmiać, czasem nawet do łez, wiele rzeczy mnie interesuje, nareszcie czerpię radość z gotowania, czego bardzo mi przez tamte miesiące brakowało. Mimo tego mam w sobie przeświadczenie, że nie potrwa to długo. Że życie znów straci barwy, a emocje zostaną uśpione.
Bardzo się tego boję.
~Hoppas~
Subskrybuj:
Posty (Atom)

