Nie mogę się ruszyć
Czuję się pusta w środku
Nie mogę nic powiedzieć
Choć tego najbardziej pragnę
Nie potrafię znaleźć siebie w sobie
Mimo, że muszę gdzieś tam być
Nie rozumiem, skąd wziął się strach
Skoro wcześniej nie było problemu
To się zamienia w obłęd
Nie jestem bezpieczna
Oni są wszędzie
Widzą wszystko
Wiedzą wszystko
Boję się wracać
Tam jest ich najwięcej
Z każdą chwilą egzystencja ma coraz mniejszy sens
Nic go już nie ma
Mam dość
~Impuremind~
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lęk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lęk. Pokaż wszystkie posty
piątek, 22 września 2017
Boję się
Etykiety:
beznadzieja,
bezwartościowość,
brak sensu,
choroby psychiczne,
Depresja,
fobia,
fobia społeczna,
lęk,
myśli samobójcze,
nieumiejętność,
obłęd,
perspektywa chorego,
pustka,
wegetacja
wtorek, 15 sierpnia 2017
Moje zaburzenia odżywiania. Okres restrykcji
Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami drugą
częścią mojej historii związanej z zaburzeniami odżywiania. Jeśli ktoś z Was
nie czytał jeszcze pierwszej części, może się z nią zapoznać tutaj.
...
A więc jak już pisałam, spadek wagi, który zauważyłam u siebie po przyjeździe z wakacji, bardzo mnie ucieszył. Nie była to jakaś spektakularna zmiana –
ot, dwa, trzy kilo. Ale, nie wiedzieć czemu, kiedy schudłam, moje życie zaczęło
zmieniać się na lepsze – nagle stałam się pewniejsza siebie, chętniej
spotykałam się z ludźmi, a także o wiele łatwiej przychodziło mi rozciąganie się (ćwiczyłam
wtedy jogę). Miałam motywację do wszystkiego, czułam, WIEDZIAŁAM, że mogę
wszystko.
Nieświadomie zaczęłam zmniejszać posiłki.
Nieświadomie – bo gdzieś w środku czułam ogromny lęk przed ponownym przytyciem.
Pod koniec września straciłam całkiem apetyt i przez cztery dni prawie nic nie
jadłam. Czułam się taka silna! Taka lekka. Jednak mój instynkt samozachowawczy
zrobił swoje. Po tych kilku dniach, pod wpływem głodu i stresu, pierwszy raz w
życiu objadłam się kompulsywnie. Nie to, że zjadłam jedną tabliczkę czekolady.
Nie. Pochłonęłam tyle, że czułam się wręcz chora, ledwo mogłam oddychać, nie
mówiąc już o poruszaniu się. Może zabrzmi to dziwnie, ale spodobało mi się to.
Jeszcze dziś pamiętam uczucie szczęścia i błogości, jakie mnie ogarnęło podczas
napadu. Co prawda miałam wyrzuty sumienia, jednak przypomniało mi się, jak
czytałam kiedyś o dziewczynach, które jedzą, co chcą, a potem zwracają albo
przeczyszczają się. Do wymiotowania mnie nie ciągnęło, ale pomyślałam, że co mi
szkodzi, kupię sobie opakowanie Xenny i zobaczymy, co to da.
Oczywiście, jak większość osób, miałam zamiar zrobić
to tylko ten jeden raz.
Ale tak się nie stało. Dalej jadłam bardzo mało, a
kiedy mój organizm nie wytrzymywał już nieustannego głodu, obżerałam się do
bólu żołądka i piłam hektolitry senesu. Nie działo się to jednak zbyt często,
ot, raz na tydzień czy dwa. Jednak ciągle towarzyszył mi lęk. Bałam
się jeść. Chciałam chudnąć. Coraz więcej! Próbowałam przestać się obżerać, ale średnio mi to wychodziło. Czytałam jednak dużo o skutkach stosowania
środków przeczyszczających i dowiedziałam się, że nie powodują one zmniejszenia
absorpcji kalorii. Przeraziłam się. A więc wszystko, co zjadałam w trakcie
napadów, wchłaniało się! Poczułam obrzydzenie do siebie i do jedzenia, i od
tamtej pory na ponad pół roku przestałam się objadać, a na prawie rok –
stosować środki przeczyszczające.
Dlatego zaczęłam w przerażającym tempie chudnąć.
Wszystkie ubrania na mnie wisiały, włosy wypadały mi garściami, a ja
ciągle nie byłam usatysfakcjonowana tym, jak wyglądam. Ważyłam się do
dziesięciu razy dziennie, spożywałam naprawdę śladowe ilości jedzenia i w dodatku
bardzo wybiórczo. Zaczęłam się panicznie bać niezdrowych produktów. Tak
naprawdę jadłam tylko kasze, warzywa i owoce, wszystko w malutkich, skrzętnie
odmierzanych porcjach. Sporadycznie zdarzały się orzechy albo jajka. Zaczęłam
też intensywnie ćwiczyć. Oczywiście wcześniej również ćwiczyłam (głównie jogę i
pilates) i bardzo to lubiłam, ale nagle z trzech godzin treningu tygodniowo
zrobiły się średnio trzy godziny treningu dziennie. Czasem dochodziło nawet do
pięciu godzin. Oczywiście zdarzało się, że ćwiczyłam jedną godzinę lub wręcz
wcale, ale tylko wtedy, kiedy nie miałam takiej możliwości. Kiedy zobaczyłam po
przyjeździe z zielonej szkoły, że moja waga pokazuje niecałe trzydzieści sześć
kilo, przestraszyłam się. Pamiętam, że zjadłam wtedy w desperacji dwie miski kaszy
z daktylami i uspokoiło mnie to trochę.
Walczyłam o to, aby pozbyć się wyrzutów sumienia po posiłkach, nie
przejmować się ciągle kaloriami i makroskładnikami, pozwolić sobie czasem na
coś niezdrowego. Jednak nie mogłam. Panicznie bałam się przytyć. Wiedziałam, że
wyglądam fatalnie, jednak... zabrzmi to głupio, ale podobało mi się to. Czułam
się... wyjątkowa. Wyjątkowa i silna. Dopiero teraz widzę, że wcale nie byłam
wyjątkowa, bo na świecie jest milion osób, które myślą bądź myślały tak samo,
ale wówczas nie dochodziło to do mnie.
W końcu zaczęłam jeść trochę więcej, na tyle dużo,
że już nie chudłam, ale też nie tyłam. Bo dalej oczywiście ważyłam się kilka
razy dziennie. Nie zrezygnowałam też z morderczych treningów, ani z nałogowego
przeliczania makroskładników. Pomyślałam, że skoro muszę przytyć, to przynajmniej
będę dobra w czymś innym: w zdrowym odżywianiu i ćwiczeniach. Nachodziła
mnie jeszcze nieraz ochota, aby schudnąć... tak do trzydziestu czterech kilo.
Wtedy byłoby idealnie. Ale rodzice mnie kontrolowali z wagą, bo
oczywiście bardzo się o mnie martwili. Wyniki badań hormonów tarczycy
wychodziły mi fatalne. Endokrynolog mówiła, że moja tarczyca sama siebie zjada,
straszyła, że jeśli się nie ogarnę, to w przyszłości będę bezpłodna. Kiedy to
nie zadziałało powiedziała coś, co mnie – przyznaję – przestraszyło. A
mianowicie, że kiedy organizm nie ma energii, pobiera ją między innymi z mózgu... Zjada swoje organy, w tym mózg, przez co spada poziom inteligencji. Jednak,
koniec końców, nie nakłoniło mnie to do przytycia. I chyba nic nigdy by mnie
nie do tego przekonało, ba, może znowu obcięłabym kalorie, gdyby nie wrzesień 2016.
Ale o tym opowiem w kolejnym poście.
~Hoppas~
niedziela, 13 sierpnia 2017
Zwiększamy świadomość: Ablutofobia
Na początek chciałabym opowiedzieć o naszej nowej serii - "Zwiększamy świadomość". Jak możecie się od razu domyślić, mamy zamiar zwiększyć Waszą świadomość na temat różnych chorób psychicznych. Chcemy, aby znieczulica i nieświadomość zostały zniwelowane w społeczeństwie, więc zdecydowałyśmy się dołożyć do tego naszą cegiełkę. Posty będą pojawiać się w środy oraz niedziele. Każdy z nich będzie dotyczyć innej choroby. Spis opisywanych chorób znajdziecie w zakładce "Zwiększamy świadomość" i będzie systematycznie aktualizowany. Mamy nadzieję, że dzięki nam dowiecie się o nich czegoś więcej i zaczniecie ze zrozumieniem patrzeć na to, iż ktoś którąś ma oraz będziecie się starać mu pomóc. Życzymy miłej lektury!
ABLUTOFOBIA
Jest to choroba na tle psychicznym oraz jeden z rodzajów fobii. Należy do grupy fobii specyficznych. Charakteryzuje się wysokim poziomem lęku przed zanurzeniem się w wodzie, mycia i czyszczenia swojego ciała. Dużo częściej występuje u kobiet, niż u mężczyzn i występuje szczególnie w wieku dziecięcym.
Czym jest fobia specyficzna?
Jest to forma choroba, która objawia się w sposób stały zupełnie niezrozumiałym, nieuzasadnionym logicznie lękiem, wywoływanym przez powtarzający się kontakt z konkretnym przedmiotem, budynkiem, zjawiskiem, osobą, bądź sytuacją. Chory w pełni zdaje sobie sprawę z tego, co wywołuje u niego taki lęk. Genezę tego typu fobii mogą stanowić wczesne doświadczenia, które kojarzą się całkowicie negatywnie. Z powodu, że umysł człowieka nie jest do końca w stanie poradzić sobie z tego rodzaju problemami, które są głęboko ukryte w psychice, osoba chora wykazuje bardzo dziwne zachowania.
Objawy
- Niemiły zapach
- Dziwne zachowania w pobliżu wody - dyskomfort - panika - krzyk - płacz - zakrywanie oczu i uszu - przyspieszony oddech - kołatanie serca - zwiększona potliwość - ucieczka
- Nieumiejętność spokojnego skorzystania z łazienki
- Trudności w funkcjonowaniu w społeczności
- Depresja
- Zamknięcie w sobie
- Odrzucenie pomocy
- Suchość w jamie ustnej
- Zaburzenia ciśnienia
- Zawroty głowy
- Zaburzenia widzenia
- Próby tuszowania niemiłych zapachów: - nadużywanie dezodorantów - używanie perfum o silnym, drażniącym zapachu - nakładanie balsamów i kremów o silnym zapachu
- Obsesyjne pranie i zmienianie odzieży
Przyczyny
Nie jest do końca jasną kwestią, jak powstaje lęk fobiczny, ale można przypuszczać, że kierują nim opisane stanowiska:
- Powody behawiorystyczne
Jest to klasyczny przykład pojawiania się lęków. Chory zapadł na fobię, ponieważ konkretną czynność, sytuację, bądź przedmiot skojarzył z zagrożeniem dla siebie. Mógł wyobrazić sobie, co się stanie, gdy wejdzie do wanny, jakie będą tego konsekwencje, co wtedy przeżyje, a to wywołać u niego strach i niechęć do tej czynności. Powodem może być również naśladowanie innych (np. rodziców, którzy nie korzystają często z kąpieli. Dziecko uważa, że tak powinno być i należy w ten sposób postępować). Fobia może być też spowodowana w skutek zmuszania do kąpieli w zbyt zimnej/ciepłej wodzie, lub pozostawianie dziecka samego w ciemnym pomieszczeniu.
- Powody psychodynamiczne
Osoba może uznać przedmiot/sytuację za zagrożenie poprzez nieświadome przeniesienie na nie negatywnych emocji (np. agresji). W umyśle takiej osoby kreują się własne wyobrażenia na temat niechcianego wydarzenia i nadane mu zostają negatywne cechy.
Leczenie
Istnieją różnego rodzaju metody pomocy osobom cierpiącym na ablutofobię:
- Pierwszym sposobem jest ekspozycja lęku. Polega na doprowadzeniu do sytuacji, gdy chory musi zmierzyć się bezpośrednio z fobią, nie mając szansy odwrotu, ani uniknięcia konfrontacji. Wcześniej dokonuje się analizy lęków oraz stworzenie indywidualnej listy innych lęków, które mogą przerażać osobę dotkniętą fobią. Dzięki temu mamy szansę pokazać choremu, że jego problem nie jest tak duży, na jaki mu się wydaje. Po konfrontacji terapeuta doprowadza do pokazania bardziej stresujących sytuacji, bądź przedmiotów, aby pacjent dostał obiektywne porównanie.
- Kolejnym stosowanym sposobem jest tzw. terapia implozywna. Polega ona na zetknięciu się chorego z chorobą kilkukrotnie w ciągu bardzo krótkiego okresu czasu. Następnie przeprowadzany jest wywiad oceniający stan pacjenta i przedstawienie plany oraz formy terapii.
- Inną formą jest regularnie stosowana desensytyzacja polegająca na treningu relaksacyjnym, stworzeniu grona lęków, które negatywnie wpływają na chorego, a następnie stworzenie ich wizualizacji. Poprzez relaks i wyciszenie, pacjent wyobraża sobie sytuację lękową i musi ocenić stopień niepokoju, a następnie znów się relaksuje.
- Ostatnim z wymienionych sposobów jest modelowanie. Polega na przedstawieniu poprawnego zachowania, jakie chory ma wdrożyć w życie. Następnie trzeba to powtarzać, dzięki czemu osoba może nabrać zdrowych reakcji. I zobaczy, co jest pozytywne i zdrowe dla innego człowieka.
Etykiety:
ablutofobia,
choroby psychiczne,
fobia,
leczenie,
lęk,
perspektywa chorego,
perspektywa osoby zdrowej,
teoria,
terapia,
woda,
Zwiększamy świadomość
Subskrybuj:
Posty (Atom)


