Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie wezmę się w garść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie wezmę się w garść. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lipca 2017

Jestem beznadziejna.

Jestem beznadziejna.
Nie umiem chodzić, by się nie wywracać.
Nie umiem mówić tak, jak należy.
Nie widzę tak, jak powinnam.
Albo za dużo, albo za mało.
Nie umiem o siebie zadbać.
Nie umiem się ubrać tak, by nie wyglądać jak debil.
A nie, sorry, wyglądam jak debil zawsze i wszędzie.
Nie umiem się pomalować.
Nie umiem robić podstawowych rzeczy.
Nie umiem jeść.
Nie umiem panować nad emocjami.
Nie umiem się blokować, byt nie wypaść na kogoś, kim nie jestem.
Nie umiem się wypowiadać.
Nie umiem argumentować.
Nie umiem trzymać postanowień.
Nie umiem decydować.
Nie umiem przychodzić na czas.
Nie umiem się uczyć.
Nie umiem znaleźć hobby, które mi wychodzi.
Nie umiem napisać sensownego zdania.
Nie umiem narysować prostej kreski.
Nie umiem śpiewać.
Nie umiem tańczyć.
Nie umiem gotować.
Nie umiem się bronić.
Nie umiem myśleć.
Nie umiem kochać.
Nie umiem być normalną.
Nie umiem nie być problemem.
Nie wiem kim jestem.
Nie potrafię żyć.
~Impuremind~


niedziela, 2 lipca 2017

Nie wezmę się w garść

„Nie użalaj się tak nad sobą”
„Inni mają gorzej”
„Jesteś zwykłym leniem, który tylko chce się usprawiedliwić”
„Po prostu weź się w garść”
Chyba każdy, kto chorował bądź choruje na depresję, spotkał się z takimi komentarzami skierowanymi w swoją stronę. Osoby zdrowe nie rozumieją nas, chorych, i szczerze powiedziawszy, tym lepiej dla nich. Nikomu nie życzę natrętnych samobójczych myśli, ciągłego poczucia własnej bezwartościowości i godzin przeleżanych w łóżku, podczas gdy twoi znajomi spędzają miło czas na zewnątrz. Bardzo krzywdzące są jednak przekonania niektórych ludzi, którzy sądzą, że depresja to zwykłe lenistwo czy wymysł dzisiejszych czasów. Nic bardziej mylnego; depresja to poważna choroba, która polega na nieprawidłowym funkcjonowaniu neuroprzekaźników w mózgu – nie jest to stan bezpośrednio zależny od osoby chorej.
Moi rodzice wiele razy zarzucali mi wygodnictwo (według nich depresja jest tylko usprawiedliwieniem dla mojego rzekomego lenistwa) i wszczynali awantury, kiedy widzieli, że kolejny dzień leżę w łóżku, płacząc (w ich rozumieniu – użalając się nad sobą). Miałam przez to ogromne wyrzuty sumienia. Próbowałam zebrać się w sobie, myśleć pozytywnie, uśmiechać się jak kiedyś. Nie byłam jednak w stanie udawać na dłuższą metę. Wypieranie ze świadomości tego, że mam poważny problem, wpędziło mnie w jeszcze większą frustrację i zmęczenie życiem, co jedynie pogłębiło moją depresję.
Dlatego właśnie teraz, kiedy mam jeden z cięższych epizodów, odpowiadam wprost na zarzuty rodziny: nie, nie wezmę się garść. Nie wstanę z łóżka, nie ubiorę się. Nie zrobię zakupów. Nie odwiedzę babci. Nie teraz. Przepraszam, ale nie jestem w stanie – to dla mnie zbyt duży wysiłek w tym momencie. Jednak trzeba wiedzieć, że to tylko stan przejściowy, bo depresja jest jak fala – wraca i odchodzi, po każdym ciężkim epizodzie nadchodzą dni, kiedy znów potrafimy funkcjonować normalnie.
Dlatego odpoczywam. Czuję, że mam do tego prawo. Odpuszczam sobie; wiem, że nie powinnam nic robić na siłę. Powtarzam sobie przez cały czas w myślach: „Wytrzymaj jeszcze tą jedną sekundę, a będzie lepiej”. Czasem coś się we mnie buntuje; jakiś wewnętrzny głos próbuje mi wmówić, że moje obecne cierpienie nie jest warte późniejszego szczęścia i jedynym wyjściem jest samobójstwo. Cóż. Tak, jak nauczyłam się na terapii – staram się chłodno, rzeczowo przyjrzeć tym myślom, nie oceniać ich. Pozwolić sobie na nie. Zaakceptować. 

~Hoppas~